DESEKRYPTOR - Vortex Oblivion (2023)
Ależ to jest petarda debiut. Amerykanie ze stanu Indiana pozamiatali i nagrali album pełen mroku i obłędu. Kapela została założona w 2016 roku i do tej pory na koncie demosy, split i epka. Teraz usmażyli na piekielnym ogniu pełniaka i chwała im po sam czubek kotła. Gęsty, mulny, niby chaotyczny a tak naprawdę kurewsko dopracowany brudny old schoolowy metal. Wokal dochodzący z wilgotnej piwnicy, mocno ściśnięte gitary plujące jadowitymi riffami i rozrośnięta, oplatająca wszystko perkusja. Oryginalności brak, wszystkie te dźwięki już słyszeliście, wymienianie nazw jest jednak bez sensu. Bez sensu bo tego się słucha z dziką, chorą rozkoszą. Albo pokochasz i dasz się wciągnąc w ten zaklęty wir albo po kilku sekundach ze wstętem odrzucisz... Którą opcję wybierasz? Ja wiem. I odpalam Desekryptor po raz kolejny i kolejny....

Komentarze
Prześlij komentarz