Przejdź do głównej zawartości

JAMIE THYER - Excelsior (2020)

 Dzisiaj po raz kolejny zaproszę Was do muzycznego świata oddalonego od brutalnych metalowych brzmień. Jamie Thyer to pochodzący z Somerset brytyjski bluesowy gitarzysta, który od lat oddaje się pasji i miłości do 6 strun. "Excelsior" to jego solowe dzieło nagrane wspólnie z jego zespołem The Worried Men. Album bardzo szczery, różnorodny i pełen gitarowej muzyki. Na początku dostajemy dwie świetne, dopracowane piosenki. Wszystko w mocno rockowej stylistyce kojarzącej się z dokonaniami Thin Lizzy czy wczesnego ZZTop. Wkręcające riffy, naturalny, bardzo pasujący wokal i sekcja rytmiczna która trzyma całość w ryzach. Do tego fajne, zapamiętywalne melodie i brzmienie nawiązujące do lat 70-tych, ale jednak klarowne i nieprzekombinowane. Ale tu zaskoczenia być nie może bo album wyprodukował Phil Andrews, współpracujący z takimi tuzami Rocka jak Robert Plant, Jimmy Page czy Hugh Cornwell. Następnie mamy dwa numery instrumentalne. Mam wrażenie, że każdy dźwięk wydobywany przez Jamiego z jego gitary wypływa z głębi serca. Riffy lecą jeden za drugim tworząc barwną i przykuwającą uwagę kompozycje, w których z każdym odsłuchem odkrywamy coś nowego. Zwłaszcza Split Diamond to nietuzinkowy utwór z otwarciem sprawiającym wrażenie staczania się riffu po nierównej podłodze. Następnie w Mennacle Alley wracamy do utworów z udziałem wokalu i nadal wysoki poziom jest utrzymywany. Pyszny riff. Naprawdę. Trochę mniej podobają mi się utwory w stylu "The Cat That Walks By Themself", trochę dla mnie zbyt mało dynamicznie, zbyt mało energetycznie i trochę za jazzowo, czego chronicznie nie cierpię. Ale to moja prywatna opinia bo zagrane jest to nadal z wielkim kunsztem. Na szczęście dla mnie, na tej płycie przeważają zadziorne blues rockowe rytmy. Zagrane z miłości do muzyki. I ja Wam ten album z czystym sumieniem polecam.

Wszystkie reakc

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę