Przejdź do głównej zawartości

MORRATH - Centuries of Blindness (2023)


 Morrath to death metalowa ekipa pochodząca z Leszna. Są młodzi, mają po dwadzieścia kilka lat, w tym roku wydali debiutancki album i kochają death metal. Tak więc okazuje się, że w Lesznie to nie tylko żużel cieszy się powodzeniem i łojenie ciężkiej muzy też ma swoje grono pasjonatów, no bo tylko przypomnę o opisywanym przeze mnie znakomitym Old Skull. Ale wracajmy do tego co najważniejsze czyli muzyki. Bo słucham sobie tego Morrath regularnie od kilku dni i coraz bardziej mi się podoba. Lubię takie morbidowo-disajdowe brzmienia i klimaty. Do tego gdy jest to sprawnie zagrane, z dużą świadomością do czego służą instrumenty i paszcza to mi się ryj cieszy a uszy machają radośnie. A jak ktoś im będzie zarzucał brak oryginalnośći to pokażcie chłopaki temu komuś fakolca, żeby spierdalał w podskokach. Bo ja mam dość w death metalu kapel które na siłę chcą być oryginalne i tworzą jakieś cudaczne potworki. Death metal trzeba grać tak jak serce i pasja nakazuje. Uwielbiasz grać takie dźwięki bo oprócz tego że jesteś muzykiem to jesteś też fanem? Rób co ci pasuje. Wracając do muzyki. Jest naprawdę dobrze, a jestem pewien, że będzie bardzo dobrze. Trochę więcej ogrania, trochę więcej pomysłów na same kompozycje, trochę więcej takich kawałków jak Crimson Demons czy In the Crypts of Profanity i będzie bajka. Czasem można by trochę wolniej i jeszcze ciężej... Albo nie. Nie słuchajcie pitolenia zgreda. Grajcie jak Wam pasuje. To Wasz zespół i Wasza muza. Fajnie, że pojawiają się młodzi z takim graniem. Starzy mistrzowie powoli odchodzą. Młodzi muszą mieć czas żeby zająć ich miejsce...W każdym razie, ja Wam debiut Morrath polecam ku uwadze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...