Przejdź do głównej zawartości

KAAMOSMASENNUS - Le jour ne se leve plus (2023)

 


Dzisiaj zaproponuję Wam nieco inną pozycję niż szatańskie albo smolisto-piwniczne dźwięki. Proszę państwa! Oto Kaamosmasennus. Niech Was nie zmyli nazwa. To projekt za którym stoi francuski muzyk Julien J. Neuville. Do stworzenia opisywanej właśnie muzyki zainspirowała go podróż po Finlandii i wrażenie jakim na nim wywarła surowa przyroda tego kraju. Swoją fascynację nią i krajobrazami postanowił ukazać za pomocą dźwięków które teraz ukażą się na CD, który premierę będzie miał 29 września. Jaka to płyta? Ano bardzo, ale to bardzo różnorodna. Na wstępie jeszcze zaznaczę, kompozycje są dosyć długie, 4 utwory dają nam w sumie prawie 40 minut muzyki. Zaczynamy od "L'Esprit de l"hiver" i jest to mój faworyt. Najwięcej tu ciężkich doomowych, posępnych riffów okraszonych piwnicznym growlem. Ciężka, pogrzebowa atmosfera z bardzo dobrymi, przemyślanymi riffami i od przypominają się czasy sprzed 30 lat gdy zaczynał Amorphis. Później robi się dużo łagodniej i bardziej klimatycznie. "First Snow" pełen jest muzycznych pasaży, melodii i dźwięków, momentami niemal hipnotycznych. Raz brniemy w śniegu, raz szybujemy nad fińskimi lasami i jeziorami a raz wyciszamy się przy ognisku nad jeziorem. Metalu coraz mniej bo Julien korzysta naprawdę z różnorodnych środków prezentując swoją artystyczną wizję. Choć ja czasem mam wrażenie, że muzyka z fińskich równin prowadzi mnie w alpejskie szczyty, sam w sumie nie wiem skąd takie odczucie, ale to instrumentalny kawałek więc i interpretację mogą być różne...Do mocniejszych dźwięków wracamy w "La symphonie des elements" i trzeba przyznać, że naprawdę to ładnie gniecie, choć ja, całkowicie subiektywnie, jeszcze bym dołożył tego ciężaru. I darowałbym sobie te dźwięki na sam koniec albumu bo mi jakoś nie pasują do całości. Ale tego albumu najlepiej posłuchać w całości, wtedy się to wszystko spaja i widzimy cały obraz a nie tylko jego fragment. Album został w całości skomponowany, nagrany przez wspomnianego wcześniej Juliena za co wielki szacunek. Sięgnijcie po ten album jeżeli macie ochotę na spokojniejsze, klimatyczne dźwięki. Album wydaje Bitume. Polecam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...