Przejdź do głównej zawartości

DOPELORD - Songs for Satan (2023)



 No jakoś nie jestem wielkim fanem tego co zwie się stonerem i jeszcze kilkoma innymi słowami, a co kiedyś jak wszystko co ciężkie i wolne było po prostu doom'em. Ale to chyba niezbyt właściwe i rozsądne aby chwalić się własną ignorancją w temacie więc może już zamilczę. No chociaż może dodam tylko, że za małolata kasety Solitude Aeternus, St. Vitus, Cathedral, jak też i prekursorów doomu, stonera i wszystkiego innego czyli Black Sabbath na
półce były. No ale jakoż moja muzyczna dusza została pochłonięta przez szybsze i agresywniejsze dźwięki to kontakt z takim rodzajem muzy był raczej sporadyczny. Ale nie zerowy. I bardzo, ale to bardzo bym sobie nie wybaczył gdybym pozostał ignorantem w kwestii ekipy z Dopelord. Poznałem ich przy okazji wcześniejszego albumu "Sign of the Evil" i był to album na tyle znakomity, że musiałem od razu zapoznać się z całą twórczością tej powstałej w 2010 roku w Lublinie, kapeli. Aktualnie grupa wydała piąty album o przemiłym dla mych uszu tytule a mianowicie "Songs for Satan" I bez zbędnego pierdolenia. To najlepsza i naprawdę pięknie dojebana płyta Dopelord. Nie ma tu żadnej stylistycznej rewolty, dalej jest bardzo ciężko, dalej czczą mocne zawiesiste riffy a wokal dalej w specyficznie nosowy, dosyć charakterystyczny sposób wyśpiewuje nam okultystyczne i również antyreligijne pieśni. Więc co sprawia, że ten album jest lepszy od pozostałych? Kompozycje moi drodzy, po prostu kompozycje. Dopelord wykorzystali każdą sekundę i każdą sekundę tej muzyki naładowali emocjami, mrocznymi melodiami i dopracowanymi pomysłami. Stoner dla mnie miał jedną w sumie wadę. Nudził mnie. Tu nie ma mowy o tym nawet przez chwilę. Już otwarcie po krótkim Intro, w postaci Night of the Witch to niesamowicie nośny i chwytliwy walec. Nie można przy tym kawałku powstrzymać kiwania się łba. Nie można! W dalszej części utworu gdy się wyciszają to powiewa trochę Ghostem ale to trwa tylko kilkanaście sekund i na szczęście to uczucie mija. Następnie mamy kapitalny kawałek "The Chosen One". Królestwo riffu trwa, kompozycja znowu dojebana a wokal prowadzi nas po mrocznych i niebezpiecznych ścieżkach. I ten Bas! Celowo z dużej litery bo to jest Bas przez duże B. Nie zapomnę też wspomnieć o perkusji. W tego rodzaju muzyce ma bardzo trudne zadanie. O wiele, moim zdaniem, trudniej zainteresować swoją grą w wolnej muzyce. Łatwo popaść w sztampę i mechanizm. Tutaj tego nie ma. Jest bardzo rytmicznie, z dużym wyczuciem, bez zbędnych popisów. Naprawdę świetna robota. Żeby już nie przedłużać, powiem tylko, że do końca albumu jest bardzo dobrze z wyróżnieniem jednak "Evil Spell", bo co tam jest za atmosfera...Płyta kończy się krótką miniaturą powracając klimatycznie do motywu z kawałka "Night of the Witch" i nastaje cisza. I szkoda bo trochę za krótko. Pozostaje niedosyt, że za szybko to się wszystko kończy. 38 minut to jednak dla tego rodzaju muzy nie jest za wiele. Ale może lepszy niedosyt niż przesyt? Na pewno. W każdym razie ja bardzo Wam Dopelord polecam. Worship Fuzz Metal! Super płyta i duma z rodaków!

"It's the night of the witch
Our coven sets your heart on fire
It's the night of the witch
Let go, our spells will lead you higher"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...