Przejdź do głównej zawartości

POPIÓR - Pomarlisko (2023)


Bardzo trudne zadanie postawili przed sobą Jacek Hiro z ekipą. Jawne wystąpienie z materiałem nawiązującym do legendy będącej w sercu większości metali w Polsce, to wystawienie się na cel bardziej niż pewien rozwiązły dąbrowski wikary. Tylko, że w przeciwieńsiwte do niego załoga z Popióra dupy nie dała... Na wstępie powiem, iż całkowicie rozumiem koncept zespołu. Posiadanie materiału, który był przygotowywany na następcę ostatniego albumu Romana Kostrzewskiego, to dla mnie wystarczający powód aby wyjść z tą muzyką do ludzi. A tu wolna wola przecież. Kto zechce to posłucha, kto uważa, że nie należy ruszać legendy to obejdzie bokiem... Ale do brzegu. Bałem się trochę tej płyty. Czy aby na pewno nie spierdolą tematu. I teraz, z każdym przesłuchaniem coraz bardziej, utwierdzam się w przekonaniu, że dali radę. I to nawet bardzo. Album rozpoczyna utwór "Międzyświat" i dostajemy to co najlepsze było na "Popiórze". Naprawdę potężne i sugestywne riffy, intrygujący, bardzo pasujący tekst oraz różnorodny, momentami przejmujący wokal. Tu się chwilkę zatrzymam. Wiem, że nie wszystkim on pasuje i ja również miałem duże obawy, gdyż często właśnie z wokalami mam problem i kilka materiałów różnych ekip, pomimo zajebistości muzycznej, gdzieś tam odrzuciłem ze względu na brak współgrania głosu z moimi odczuciami usznymi...Do tego to właśnie Hofler miał moim zdaniem najtrudniejsze zadanie. To on od razu, od pierwszych dźwięków, musi mierzyć się z porównaniami do mistrza. I to on musi podjąć decyzję gdzie ustawić granicę przy zbliżaniu się manierą do Romana. Dla mnie dał radę. Od samego początku czuć złożony hołd, słychać nawiązania ale nie wpadamy przy tym w jakąś groteskę. Z każdym odsłuchem podoba mi się coraz bardziej i coraz bardziej wchodzę w tę konwencję. Może tylko czasem nie podchodzą mi przeciągane zaśpiewy w wolniejszych fragmentach ale tak naprawdę to szczegół. Zawartość muzyczna to bajka. Wszystko gra jak trzeba, Jest moc, różnorodność i przemyślane kompozycje. Kapitalnie wypada "Zabierz mnie do piekła". Mocne gitary, majestatyczna rytmika, podniosły i złowrogi nastrój. I tak jest przez zdecydowaną większość albumu. Rewelacyjne zwłaszcza są "Marne wycie hien" i "Czarny Bal". Są momenty, gdzie emocje nieco przygasają, tak mam np. w utworze tytułowym. Niby wszystko się zgadza, niby wszystkie wymienione przeze mnie wcześniej składniki są, ale jakoś ten kawałek mi nie robi... Album kończy "Requiem" z przejmującą melodią graną na gitarze akustycznej i 43 minuty z "Pomarliskiem" mija bardzo szybko. Podsumowując. To bardzo dobry album. Album który zyskuje z każdym kolejnym odsłuchem. Bardzo różnorodny, momentami bardzo mocny a momentami wyciszony i przejmujący. Ja Wam Popiór szczerze polecam. Poświęćcie mu trochę atencji w postaci spokojnego odsłuchu w dobrych warunkach i dajcie się ponieść muzyce... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...