Przejdź do głównej zawartości

DECAPITATED CHRIST Glorious Tyrannizing of Human Rats (2023)

 


Urocza nazwa, prawda? Kapela ta, po prawie 10 latach milczenia oraz po zmianach w składzie, powraca aktualnie z 5 albumem. I jeżeli nie macie dość klasycznego death metalu i wciąż jesteście go głodni, to obok płyty tej katalońskiej załogi nie powinniście przejść obojętnie. Tu tak naprawdę są wszystkie składniki, niezbędne do tego aby fani takiego rodzaju grania byli usatysfakcjonowani. Bardzo tłuste riffy, nieprzekombinowane brzmienie, idealny jak dla mnie growl i naprawdę mocarny perkusista. Do tego czasem jakiś klawisz (niektóre partie akurat bym sobie darował) i bluźniercza atmosfera. Sporo jest odniesień do dawnych mistrzów, np. "Assault on the Ravaged Wastelands" to hołd dla Bolt Thrower i brzmi to naprawdę super, zresztą nawiązania do Boltów pojawiają się jeszcze kilkukrotnie. Poza tym podczas słuchania tej płyty tych nawiązań można znaleźć dużo więcej, grunt jednak, że nie mamy do czynienia z bezmyślną zrzynką. Ten album z pewnością nie zapisze się w sposób szczególny w historii death metalu, ale to naprawdę kawał zajebistej muzy i nie żałuje ani sekundy spędzonej z Decapitaded Christ. Polecam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...