MANBRYNE - Interregnum: O próbie wiary i jarzmie zwątpienia (2023)
Czy Manbryne porusza się w mojej ulubionej black metalowej estetyce? NIE. Czy nagrali płytę która już od pierwszego odsłuchu nie chce wyjść z mojej głowy i zmusza do kolejnych przesłuchań? TAK. Drugi album tej ekipy przynosi nam dźwięki które mają moc i niesamowitą atmosferę. To właśnie ona jest głównym atutem Interregnum i spaja wszystko w jedną całość. Atmosfera zwątpienia i beznadziei. W świat Manbryne i opowiadane przez nich historie wchodzimy od pierwszych, spokojnych jeszcze dźwięków. A potem wraz z pierwszymi wykrzyczanymi przez Sonneillona słowami dajemy się wchłonąć w ten klimat. Do jego wykreowania Manbryne nie używają jakiś wielce skomplikowanych środków, jest prosto ale nie mylić z prostacko. Gitary potrafią czarować, ich brzmienie, nieco hipnotyczne, bardzo pasuje do całości przekazu. Tu nie ma nic przypadkowego. A wokal? Wokal kurwa jest, jak dla mnie, idealny. Agresywny a przy tym czytelny. I zajebiste teksty. Takie w sam raz. Bez zbędnej megalomanii w tym zakresie, zmuszające słuchacza do zastanowienia nad tym łez padołem...Jak miałbym wyróżnić jeden utwór to zdecydowanie będzie to "Po trupach ku niebu". Taka skondensowana esencja stylu i charakteru tej płyty..."Kolejny mesjasz kona, czy wystarczy łez?"...Sztos konkretny...Zresztą posłuchajcie sami. Ja wiem, że dzisiaj znów będę słuchał Mānbryne. Polecam.

Komentarze
Prześlij komentarz