TOTENMESSE - Fiktionlust (2023)

 


Nie miałem pisać o tym albumie. Bo miał być nie dla mnie. A ja przecież piszę tylko o tym co mi się podoba. Nawet nie zamierzałem go słuchać. Pierwsza płyta właśnie taka była. Nie dla mnie. Bo nie dla mej ciasnej głowy black metalowa awangarda i jakiś dekadencki sznyt. Lecz tymczasem... Tymczasem nowe dzieło małopolskiej ekipy kładzie mnie na łopatki i rozpycha się w tej mojej ciasnej łepetynie niemiłosiernie. Bo na "Fiktionlust" mamy zdecydowanie inną muzykę niż na "To". I są tu zdecydowanie bardziej bezpośrednie muzyczne strzały. Takie które choć powinny we mnie chybić to ładują celnie. Od początkowych dźwięków, kiedy ruszają naprawdę ostro, jest bardzo dobrze. Ale czar następuję potem. Utwór "Bastards" z tym charakterystycznym pokrzywionym motywem przewodnim jest tak naładowany emocjami, tak wchodzi i zostaje w głowie, że czapki z głów przed kompozytorami tej pieśni. Zresztą emocjami ten album stoi. Raz rozpacz a raz nienawiść. Raz beznadzieja a raz złudne poczucie możliwego lepszego jutra. Tak się dzieje zwłaszcza w drugiej części tytułowego utworu, kiedy nasza nadzieja zostaje zmiażdżona przez ironiczny śmiech i następujący chaos....Tu wszystko jest kapitalnie zagrane z dużą świadomością co i jak chcą zrobić. I pomimo, że podobnie jak w przypadku Manbryne, nie jest to do końca black metal który mi w duszy gra, to kolejny wieczór nie mogę się od Totenmesse uwolnić. Bo to dobre jest. Polecam!

P.s. No i jeszcze zapomniałem wspomnieć o kawałku "The Emperor", ależ tam świetne melodie się pojawiają

Komentarze

Popularne posty