BLOOD SERPENT - Bestial Extermination (2023)
To jest prawdziwe podziemie. To jest wojna. W sytuacji gdyby legiony demonów miałyby zaatakować anielskie hufce to zapewne odbyłoby się to przy dźwiękach bezbożnego ataku Blood Serpent. Debiutancki album młodych wietnamczyków z Hanoi to wojenna metalowa rozpierducha. Szybki rzut oka na okładkę, tytuły utworów (np. Nuclear Chaos czy Infernal Rites) i przede wszystkim na pseudonimy: Ferocious Ravager Ov Sempiternal Torment and Blasphemous Invocation Towards Enmity - bas oraz Nocturnal Atrocious Destructor and Guardian Ov Ruins - gitary i wokale. Wiecie czym to pachnie? Bezkompromisowym uderzeniem prosto w nos. Tu nie ma miejsca na subtelności, na pozostawienie niedomówień, na powolne budowanie właściwego klimatu. Tu jest kurwa metal. Szczery i prawdziwy. Hałasujące mocno gitary z opętanym wokalem momentami przywołującymi te z debiutu Ancient Rites. Szalony bas z pędzącymi samplami perkusyjnymi. Nawet mi nie przeszkadza brak żywego perkusisty, bo rytmy są chore. Z pewnością członkowie Blood Serpent uwielbiają Blasphemy czy wczesne dokonania Angelcorpse. A teraz ja uwielbiam ich. Słuchajcie i wspierajcie takie kapele. Posłuchajcie jak robią metal we Wietnamie. POLECAM

Komentarze
Prześlij komentarz