CRUCIAMENTUM - Obsidian Refractions (2023)
Jak na to, że ta dowodzona przez gitarzystę Dana Lowndesa załoga istnieje już 16 lat, to należy ocenić, że ich płodność muzyczna jest co najwyżej umiarkowana. Dwa dema, dwa splity, debiutancki album dopiero w 2015 roku i teraz po 8 latach mamy jego następcę. I po raz kolejny w ciągu kilkunastu ostatnich dni dostaję znakomity death metalowy album, może odrobinę słabszy od opisywanych ostatnio Decapitated Christ czy Rotten Casket, ale wciąż będący bardzo mocną pozycją. Jest to inna płyta niż debiut. I w sumie nic dziwnego bo poza wspomnianym Lowndesem nagrana przez innych ludzi. Brzmienie, choć nadal mroczne i potężne, zrobiło się czytelniejsze i jakieś takie bardziej przyjemne. Zespół w zdecydowanie większym stopniu położył nacisk na budowaniu złowrogiej i niepokojącej atmosfery jaka towarzyszyła np. "Atonenement" Immolation. Album zaczynają i kończą długie, odpowiednio ponad ośmio i dziesięciominutowe utwory. Dużo lepszy z nich jest otwierający "Charnel Passages". Powolne, przytłaczające riffy robią mocne wrażenie potęgowane przez brutalne, szybsze fragmenty. Najciekawiej, dla mnie oczywiście, robi się w środkowej części. Utwór "Scorn Manifestation" to potężna dawka tego posępnego Immo klimatu. Szarpane, przerywane riffy, atmosfera grozy i wiecznego potępienia. Kolejny, choć w nieco innym klimacie, "Interminable Rebirth of Abomination" jest również znakomity. Niestety finałowy "Drowned" trochę mnie wynudził. Zbyt rozwlekły i niezbyt klejący się w całość utwór. Skondensować go w 4 minuty i byłoby spoko. Tak więc jeżeli ktoś zapyta mnie czy warto było odpalić nowy album Cruciamentum to bez wahania odpowiem, że warto. Czy po 8 latach czekania mógłby być lepszy? Mógłby. Ale może trochę marudzę. Jest dobrze. Polecam.
Komentarze
Prześlij komentarz