A dzisiaj chwila wytchnienia od wydawniczych nowości bo to co akurat słuchałem w ostatnich dniach mnie nie porwało, więc wracam myślą i uszami do czasów kiedy wszystko dla mnie było nowe...I tak to wczoraj naparzałem sobie drugi album Szwedów dowodzonych przez kipiącego już wówczas pomysłami Dana Swano. Już nie pamiętam czy kupiłem kasetę bo ktoś mi polecił, gdzieś o niej przeczytałem czy zwróciła moją uwagę w niespotykanej raczej żółtej kolorystyce. Będąc wówczas zadeklarowanym szalikowcem death metalu spod znaku Morbid Angel, Immolation, Vader czy Death, poczatkowe spokojne dźwięki Unorthodox jednocześnie zaskoczyły mnie i zafascynowały. Czysty wokal? Serio? Nie wiedziałem wówczas, że tak można grać death metal. To nie był mój styl ale było w tej muzie coś przyciągającego. Z pewnością jednym z czynników był niesamowity klimat i melodyka "Enigmy". Ten podzielony na psalmy utwór będący w pierwszej części wypełniony obietnicami lepszego niebiańskiego życia składanymi przez postacie księdza i kaznodziei oraz powątpiewaniami czarownicy i tytułowego Nieortodoksyjnego. Część druga to już czysta konstatacja chrześcijańskiego porządku świata z kapitalnym motywem przewodnim i kończącym go słowami "...confession unify all evil..." Dalsza część albumu może mniej spektakularna ale nadal ze świetnymi utworami (After Afterlife, Nocturnal), nieśmiałymi jeszcze ale już mocno uwidocznionymi progresywnymi fragmentami i rozwiązaniami rodem z heavy metalu. To był zaczątek jaką drogą może pójść Dan. Kierunek jaki obrał poprowadził go do wydania kilku kapitalnych albumów o których powspominam przy następnej okazji...Tak więc jak dawno nie słuchaliście EoS to zalecam wszystko do "Crimson" włącznie. Potem, jak dla mnie oczywiście, to już nie to....
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz