Przejdź do głównej zawartości

TOPÓR - Wieczna Kaźń (2023)

 Czym byłby Topór bez Kata? Pewnie jakąś zwykłą siekierą. Topór który dzisiaj Wam proponuję to żadne tam tępe narzędzie do babrania się z drzewem. To ostrze ostre jak brzytwa, które łeb odcina z łatwością, bez najmniejszego choćby oporu. Ależ to jest znakomity album. Taki który wchodzi od razu a potem z każdym odsłuchem nie możesz się powstrzymać od śpiewania/krzyczenia z wokalistą. Ten energetyczny thrash/speed metal w ich wykonaniu to kapitalna old scholoowa jazda w której koniecznie trzeba wziąć udział, tylko trzeba pamiętać żeby mocno zapiąć pasy bo może wyjebać z fotelika. Klimat starych boys bandów w ich najostrzejszych wydaniach, takich jak Metallica, Kat, Turbo, Razor czy Sabbat etc. jest cały czas odczuwalny. Ma się ochotę ubrać swoją ulubioną katanę, pasior, pieszczoszkę i machać łbem aż odpadnie. Już pierwszy kawałek rozpierdala. Są zajebiste solóweczki, w chuj fajnych riffów i zajebiste, ale naprawdę zajebiste w klimacie wokale Mateusza z Terrordome. Naprawdę dobra robota! Ale nic naprawdę nie miałoby z tego znaczenia jak nie dostalibyśmy fajnych piosenek. A te są kosa. Już na dzień dobry hit. "At the gates of Valhalla" to super otwieracz z popisowym refrenem. Dalej cały czas jest trzymany poziom. Raz po naszemu (super teksty! naprawdę super) raz po angielsku (też ładnie pasuje) lecą świetne "Zimna jak stal", "Fight for metal" czy tytułowa "Wieczna Każń". Ale najlepsze ma dopiero nadejść. "Egzekutor" to dopiero evergreen. Trudno się oderwać i nie krzyczeć "Kat, Morderca to ja! Egzekutor, Piewca zła..." no czadowy czad normalnie...Tu wszystko się zgadza, pasuje, niepotrzebnych dźwięków brak. A kto w ogóle stoi za tym projektem? (chyba od tego powinienem zacząć). Otóż główny sprawca to Mścisław znany m.in. z Blaze of Perdition, Ulcer, Dira Mortis czy Deivos. Towarzyszy mu na wokalu wspomniany wcześniej Uappa oraz Wizun (kapele: patrz jak Mścisław) na perkusji. Materiał Mścisław skomponował już wiele lat temu, nagrał je z Wizunem 10 lat temu ale dopiero teraz skaptowano Uappę na wokal i dokończono dzieła. I bardzo dobrze! I nie obchodzi mnie jakie mają plany. Nie wyobrażam sobie aby mieli poprzestać na tej jednej płycie. Nie ma mowy! Znajdę Was i zmuszę do grania...To jak. Kładziecie głowę pod Topór? Śmiało. Polecam. Dobra rozrywka gwarantowana.
P.s Spoko okładka.
P.s II Uappa, może być jeszcze więcej po naszemu bo wyszło zajebiście.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...