Przejdź do głównej zawartości

NARBELETH - A Pale Crown (2024)

 


Kuba - wyspa jak wulkan gorąca...a jednak to z niej pochodzi otulony chłodem Narbeleth, black metalowy projekt pochodzącego właśnie z tej słonecznej wyspy Dakkara. Jeżeli do tej pory nie poznaliście tej kapeli to zachęcam was do tego bo zdecydowanie warto. Narbeteth sączy swój black metal zdecydowanie inspirowany drugą falą z rejonów północnej Europy. "A Pale Crown" to już szósta płyta zespołu. Dakkar dosyć sprawnie miesza wpływy wielu zespołów aby stworzyć własną, ciekawą i urozmaiconą mieszankę. Każdy z Was usłyszy w ich muzyce coś znajomego, żeby dla ogólnej orientacji wymienić tylko Satyricon, Kvist, Mork Gryning, Necrophobic czy Inqusition... Ta wyliczanka może nie mieć końca tak naprawdę, ale istotne jest, że ten klimat północnej Europy zdecydowanie jest ocieplony kubańskim pochodzeniem. Choć wprawdzie aktualnie Dakkar stacjonuje w południowej Hiszpanii ( Galicja) to jednak nadal zdecydowanie cieplejsze miejsce niż północ Europy. "A Pale Crown" zaskakuje klimatem i świetnymi kompozycjami. Mamy eleganckie tremola, blasty, atmosferyczne zwolnienia, fajne niesztampowe melodie i piekielną furię. Bywa bardzo podniośle i epicko ("To step beyond the veil") oraz bardzo melodyjnie i niemal pod nóżkę ("On the sight of dusk"). Pamiętajcie. Prawdziwy metal melodii się nie boi. Na koniec dostajemy też cover Satyricon i też się wszystko zgadza. Na płycie Dakkar robi wszystko oprócz perkusji na której, zresztą naprawdę dobrze, gra pochodzący z Kolumbii Vindok. Brzmienie przestrzenne, klarowne, dające wiele miejsca dla wszystkich instrumentów i wokalu. Przyjemny, to raczej kiepskie określenie dla black metalowego albumu ale tu stwierdzam w sensie pozytywnym, bez pejoratywnych odniesień. Tak więc ostatnia płyta Narbeleth to przyjemny black metal. Niech się dzieje. Polecam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę