KULT MOGIŁ - Fenetres de l'enfer (2024 EP)
Gdy wyjdziesz z tarnowskiego dworca PKP i przejdziesz przez park w kierunku centrum, ukaże ci się widok ze zdjęcia będącego ilustracją do świeżutkiej epki Kultu Mogił. Wybudowany na początku XX wieku kościół Misjonarzy był reakcją mieszkańców, położonej na zachód od Rynku, Strusiny na rozbudowaną niewiele wcześniej tarnowską katedrę. Bogaci Strusiniacy postanowili mieć swój równie wyjebny kościół i tak doszło do budowy tego przybytku. Czy ucieszyliby się na wieść że to ich budowla będzie reprezentowała tytułowe Okna Piekieł? Nie wydaje mi się żeby to kogokolwiek z zainteresowanych tą muzyką obchodziło...Przechodząc do niej właśnie, to muszę przyznać, że te dwadzieścia minut to najlepsze, jak dla mnie oczywiście, dwadzieścia minut w muzycznej historii zespołu. Death metal w ich aktualnym wykonaniu doskonale koresponduje z tym co ja w death metalu lubię. Brutalność, agresję, z szacunkiem dla klasycznych wzorców, bez jednak ślepego kopiowania a z dodatkiem natomiast własnego składnika, który sprawia, że ta muzyka jest jednak Twoja a nie zajebana np. Morbid Angel czy Incantation czy komu tam. I taka jest "Fenetres de l'enfer". Oldskulowa ale też kultomogiłowa. Z najlepszymi w ich dorobku kompozycjami. Kompozycjami w których pojawiają się intrygujące, momentami szalone riffy oraz nieśmiałe, ale jednak linie melodyczne. Ale spokojnie. Ciągle jest dosyć surowo i chyba najbardziej, jak dotąd, bezpośrednio w ryj. Najlepszy kawałek "Navis Stultorum" to prawdziwa szaleńcza pożoga. Śmiało. Podążajcie tą drogą. Klimatyczny koniec też bardzo wporzo. I jeszcze ładnie się krzyżyk złamał temu kościołu...No nic, słuchać głośno. Ja Wam KULT MOGIŁ szczerze polecam. Jest krótko ale za to zajebiście.

Komentarze
Prześlij komentarz