Targany sentymentem do czasów dawno minionych, postanowiłem się wybrać na koncert dawniej uwielbianego Samaela, który w planie miał odtworzyć w całości "Passage". Ten wydany w 1996 roku album ma tyleż zwolenników co przeciwników ale faktem jest, że okazał się on niezwykle istotnym w biografii Szwajcarów jako punkt zwrotny w prezentowanej przez nich muzycznej stylistyce. Czy należy do moich ulubionych? Nie. Czy czasem lubię go posłuchać? Tak. Czy wolałbym gdyby zagrali w całości "Ceremony..."? Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem o którym za chwilę. Czy chciałbym żeby zagrali całe "Worship Him"? Nie, bo wyszłoby to dzisiaj tragicznie...Dobra, koniec z tym odpytywaniem samego siebie i wróćmy do samego koncertu.
Klub Kamienna 12/Hype Park odwiedziłem po raz pierwszy i trzeba przyznać, że to całkiem spoko miejscówka, chociaż, przy komplecie publiczności było dosyć dusznawo. Fajnie natomiast, że jest sporo miejsca do posadzenia tyłka i tym samym wytchnienia dla jebiącego krzyża. Do tego wszystko leciało ładnie wg wcześniej ogłoszonego harmonogramu. Na początek więc Grecy z Yoth Iria. I zagrali pięknie pokazując wszystko co w Hellenic Black Metalu najpiękniejsze. Klimat, mrok, melodyka. Ładnie wszystko brzmiało, selektywność i głośność w punkt. Show robił wokalista. Co za zaangażowanie, tego nie można udawać, to musi płynąć z serca i pasji. Duuuże brawa dla niego i dla reszty ekipy. Chciałoby się więcej niż 40 minut no ale trudno.
Potem dwadzieścia minut przerwy i zaczął Shining. I powiem tak, doceniam wielki kunszt, złożoność kompozycji ale to nie jest muza dla mnie. Pół godzinki posłuchałem, nawet z zaciekawieniem, ale to tyle...
No i punktualnie o 21.30 ruszył Samael. Ruszył ostro od "Rain" po kolei odgrywając cały album. Z mojego miejsca brzmienie czasami się za bardzo "zlewało" ale generalnie było OK. Vorph, trzeba przyznać, w dobrej formie. reszta oczywiście również, choć wiadomo, że uwaga skupiona była na braciach Locher. Po daniu głównym, gdzie super wypadły zwłaszcza "Jupietrian Vibe" oraz "Chosen Race", poleciała przekrojówka. Ja bym sobie życzył nieco inny zestaw utworów ale pewnie ile ludzi tyle pomysłów na set listę. Fajnie wypadły "Reign of Light" czy "Year Zero". Uwagi mam co do kawałków z "Ceremony of Opposites". O ile kawałek tytułowy czy "Son of Earth", choć brzmieniowo mocno "spasażowione" , wypadły całkiem fajnie, to "Baphomet's Throne" mocno mnie zawiódł. Jednak zdecydowanie oddalona wersja od oryginału zupełnie mi nie podeszła, a miałem wrażenie, że i sami muzycy nie do końca się dobrze czuli w tym kawałku. I właśnie stąd obiekcje przed koncertem w całości poświęconemu, temu kultowemu albumowi. Ale to tylko moje zapewne odczucia bo publika bawiła się doskonale a oporowo napchany klub cieszył oko. Generalnie jednak, występ Samael na duży plus. Vorph ciągle to ma...Także było warto. Ale i tak, dla mnie oczywiście, najlepsza była Yoth Iria. Amen.
Komentarze
Prześlij komentarz