Przejdź do głównej zawartości

Koncert: 22.02.2024 Samael/Shinning/Yoth Iria - Kraków/ Kamienna 12

 Targany sentymentem do czasów dawno minionych, postanowiłem się wybrać na koncert dawniej uwielbianego Samaela, który w planie miał odtworzyć w całości "Passage". Ten wydany w 1996 roku album ma tyleż zwolenników co przeciwników ale faktem jest, że okazał się on niezwykle istotnym w biografii Szwajcarów jako punkt zwrotny w prezentowanej przez nich muzycznej stylistyce. Czy należy do moich ulubionych? Nie. Czy czasem lubię go posłuchać? Tak. Czy wolałbym gdyby zagrali w całości "Ceremony..."? Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem o którym za chwilę. Czy chciałbym żeby zagrali całe "Worship Him"? Nie, bo wyszłoby to dzisiaj tragicznie...Dobra, koniec z tym odpytywaniem samego siebie i wróćmy do samego koncertu.

Klub Kamienna 12/Hype Park odwiedziłem po raz pierwszy i trzeba przyznać, że to całkiem spoko miejscówka, chociaż, przy komplecie publiczności było dosyć dusznawo. Fajnie natomiast, że jest sporo miejsca do posadzenia tyłka i tym samym wytchnienia dla jebiącego krzyża. Do tego wszystko leciało ładnie wg wcześniej ogłoszonego harmonogramu. Na początek więc Grecy z Yoth Iria. I zagrali pięknie pokazując wszystko co w Hellenic Black Metalu najpiękniejsze. Klimat, mrok, melodyka. Ładnie wszystko brzmiało, selektywność i głośność w punkt. Show robił wokalista. Co za zaangażowanie, tego nie można udawać, to musi płynąć z serca i pasji. Duuuże brawa dla niego i dla reszty ekipy. Chciałoby się więcej niż 40 minut no ale trudno.
Potem dwadzieścia minut przerwy i zaczął Shining. I powiem tak, doceniam wielki kunszt, złożoność kompozycji ale to nie jest muza dla mnie. Pół godzinki posłuchałem, nawet z zaciekawieniem, ale to tyle...
No i punktualnie o 21.30 ruszył Samael. Ruszył ostro od "Rain" po kolei odgrywając cały album. Z mojego miejsca brzmienie czasami się za bardzo "zlewało" ale generalnie było OK. Vorph, trzeba przyznać, w dobrej formie. reszta oczywiście również, choć wiadomo, że uwaga skupiona była na braciach Locher. Po daniu głównym, gdzie super wypadły zwłaszcza "Jupietrian Vibe" oraz "Chosen Race", poleciała przekrojówka. Ja bym sobie życzył nieco inny zestaw utworów ale pewnie ile ludzi tyle pomysłów na set listę. Fajnie wypadły "Reign of Light" czy "Year Zero". Uwagi mam co do kawałków z "Ceremony of Opposites". O ile kawałek tytułowy czy "Son of Earth", choć brzmieniowo mocno "spasażowione" , wypadły całkiem fajnie, to "Baphomet's Throne" mocno mnie zawiódł. Jednak zdecydowanie oddalona wersja od oryginału zupełnie mi nie podeszła, a miałem wrażenie, że i sami muzycy nie do końca się dobrze czuli w tym kawałku. I właśnie stąd obiekcje przed koncertem w całości poświęconemu, temu kultowemu albumowi. Ale to tylko moje zapewne odczucia bo publika bawiła się doskonale a oporowo napchany klub cieszył oko. Generalnie jednak, występ Samael na duży plus. Vorph ciągle to ma...Także było warto. Ale i tak, dla mnie oczywiście, najlepsza była Yoth Iria. Amen.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...