SHORT:

 JUDAS PRIEST - Invincible Shield - kozak album, bez kitu, Rob Halford ma 73 lata a w głosie ciągle taki power. Zresztą wszyscy dają radę i do tego fajowe heavy metalowe hymny. Szacun dozgonny.

BRUCE DICKINSON - The Mandrake Project - trochę dla mnie słabiej niż "Dżudasy" ale to to dobra (może trochę nierówna) metalowa płyta a Bruce też w formie wybornej.
IRONBOUND - Serpent's Kiss - drugi album rybnickich "ajronów" nie zawodzi, sprawnie zagrane, fajnie skomponowane, fajnie zaśpiewane. Jedynka mi się jednak jakoś bardziej podobała ale to nie jest ostateczny werdykt, będzie jeszcze słuchane.
QUO VADIS - Labirynth - no jakoś nie. Znudziła mnie ta płyta. mocno odtwórcze i w kółko te same patenty w końcu mnie odrzuciły od tego zespołu. A byłem fanem dużym. To znaczy dalej jestem ale już tylko debiut i Politics, potem to jakoś tak nie fajnie się zestarzały te albumy. Jak dla mnie oczywiście.
MIDNIGHT - Hellish Expectations - Choć poprzednik ( Let There Be Witchery) podoba mi się bardziej to Hellish nie zostaje daleko w tyle. Cios za ciosem, strzał za strzałem i 25 minut jakie trwa mija.

Fajne.

Komentarze

Popularne posty