Jak kapela nazywa się Speedkiller, swój debiutancki album nazywa "Inferno" i do tego pochodzi z Brazylii, to jak myślicie, co grają? No pewnie, że nie awangardowy jazz. Oczywiście, że jest to pieprzony old schoolowy do bólu METAL! Ach, jak to pięknie szarpie. Brzmi to tak, jakby w drugiej połowie lat 80-tych ktoś przeniósł tych gości w czasie. Wylądowali teraz na brazylijskiej plaży i udali się do studia nagrać muzę co im w sercu gra. Pyszna mieszanka black/thrash metalu z deathowymi wkrętami. Mieszanka w której są idealnie dobrane składniki w postaci brazylijskiej fantazji, niemieckiej wściekłości, meksykańskiego szaleństwa i greckiej atmosfery. Muzyka z różnych stron świata skondensowana na jednym, szalonym albumie. Albumie pełnego jadu, krótkich riffów i przede wszystkim metalowej pasji. Nie zamierzam się dłużej rozpisywać bo już doskonale wiecie czego oczekiwać po Speedkiller. Tu nie ma co pisać ani czytać. Tu trzeba słuchać. I to głośno a od machania głową się nie powstrzymacie. Polecam!
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz