BLAZE OF PERDITION - Upharsin (2024)

 Co tu ukrywać, Blaze Of Perdition nie należeli do grona moich szczególnie ulubionych kapel. Zawsze wolałem więcej prostego diabelstwa od skomplikowanych przemyśleń. Ale od jakiegoś czasu coraz więcej załóg z tego "kręgu" mi się podoba i tak też jest z nowym, szóstym już pełnograjem BoP. Może jest tak dlatego że, oczywiście w moim odczuciu, to ich najlepszy album. Najmniej pretensjonalny, najbardziej bezpośredni (przynajmniej muzycznie) i najbardziej... hmm...surowy? Choć wiem, że nie jest do końca to trafne określenie ich brzmienia to jednak gdzieś tli mi się właśnie takie wrażenie. Te fragmenty pełne furii i takiej pierwotnej agresji robią klimat tego albumu. Bardzo spójnego i pełnego bardzo przemyślanych kompozycji, które pomimo dużej różnorodności bardzo do siebie pasują. I do tego udało im się to najtrudniejsze. Przy zachowaniu różnych środków black metalowego wyrazu udało im się uniknąć przekombinowania, co często jest dla mnie nie do zniesienia. Teksty tym razem w całości po naszemu, niełatwe, z gatunku tych co nie wszystko od razu w pysk podane ale zmuszające do zastanowienia się. Jest trochę o bogu, trochę o niepokoju, trochę o cierpieniu. No wesoło nie jest jakby co. I nie ma być. Upharisin to momentami podróż pełna bólu. Na szczęście nie dla uszu. I ja Wam najnowsze dzieło Blaze of Perdition szczerze polecam.


Komentarze

Popularne posty