Ale jaja. Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej Inkwizycji oraz powrotu Mutiilation do nagrywania nowej muzy. Chociaż z drugiej strony, to w sumie nie takie niemożliwe do realizacji powroty się już odbywały. Ale do rzeczy. Imć Pan Meyhna'ch, stojący samodzielnie za tym projektem, ostatni album z premierową muzą wydał w 2007 roku. Ten członek uznającej się za elitarną organizacji Les Legions Noires, powraca z albumem o niezbyt wyszukanym tytule Black Metal Cult. Z pewnością jest to projekt który wzbudza dosyć skrajne opinie, jedni wielbią i nazywają kultem, inni nienawidzą i gardzą, jak zresztą całym LLN. Ja tam do Mutiilation podchodzę na spokojnie i choć fanem do tej pory nie byłem, to też nie widzę powodu aby nie doceniać wkładu i zaangażowania Meynacha w rozwój black metalu, zwłaszcza we Francji. Jaka jest ta nowa płyta? W mojej ocenie bardzo dobra. Naprawdę to kawał świetnego, ostrego black metalu. Może, w porównaniu do poprzedników, nieco mniej surowego, z większą ilością melodii i lepiej wyprodukowanego, ale spokojnie. To wciąż jest piekielny i przesiąknięty bluźnierstwami album. Zdecydowanie jest więcej riffowania, nakładania się na siebie partii gitar i kapitalnego wokalu w stylu jaki w black metalu uwielbiam. Trochę mało basu (choć z drugiej stronu to nic dziwnego w takiej muzie), perka czasem sztucznie zabrzmi ale nie jest wcale źle. Dużo chłodnej atmosfery i naprawdę dobrych kompozycji. Naprawdę dobrze się tego albumu słucha. W sumie jestem pozytywnie zaskoczony. Także na pytanie z utworu tytułowego "Co zabiło kult black metalu" należy odpowiedzieć, że on ciągle istnieje. Tylko trzeba czasem bardziej poszukać. W każdym razie ja Wam nowy album Mutiilation polecam.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz