Przejdź do głównej zawartości

VERBERIS - The Apophatic Wilderness (2024)

    
        To już trzeci album tej pochodzącej z odległej Nowej Zelandii kapeli w której szeregach znajdują się m.in. członkowie Ulcerate oraz Heresiarch. Kto już miał z nimi styczność ten wie czego się po nich spodziewać. Wirtuozyjnie niemal zagranego metalu, wymykającego się możliwościom jednoznacznego szufladkowania ale bezsprzecznie mającego najwięcej elementów black i death metalu. Muzyczna propozycja Verberis wymaga przede wszystkim atencji i skupienia. Przelotny odsłuch, gdzieś tam w tle czy przy okazji, z pewnością nie przyniesie oczekiwanych przez Nowozelandczyków skutków czyli zainteresowania ich dziełem. Ale gdy poświęcimy tej płycie nasz czas i naszą uwagę, dostrzeżemy bez problemu jakim muzycznym majstersztykiem jest The Apophatic Wilderness. Partie gitar, choć momentami bardzo złożone, pełne dysonansów i nieoczekiwanych rytmów, są przy tym bardzo wciągające i na swój sposób, zwłaszcza przy kolejnych odsłuchach, niemal chwytliwe (Arteris Unto Riun II). O perkusji, jej brzmieniu i swoistym polocie można pisać w samych superlatywach. W połączeniu z basem tworzą niesamowitą rytmiczną plątaninę która jednak jako całość brzmi bardzo spójnie. I choć nieraz pisałem, bo tak jest, że w metalu wolę prostsze, mniej skomplikowane granie, to obok kunsztu Verberis nie mogę przejść obojętnie. Każdy kolejny słuchawkowy odsłuch ujawnia nowe elementy, nowe dźwięki i nowe przestrzenie. Świat Verberis jest momentami przerażający, pełen widm wyłaniających się z chaosu. Kto się nie boi niech kroczy śmiało. Czerń potrafi być piękna.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...