To już trzeci album tej pochodzącej z odległej Nowej Zelandii kapeli w której szeregach znajdują się m.in. członkowie Ulcerate oraz Heresiarch. Kto już miał z nimi styczność ten wie czego się po nich spodziewać. Wirtuozyjnie niemal zagranego metalu, wymykającego się możliwościom jednoznacznego szufladkowania ale bezsprzecznie mającego najwięcej elementów black i death metalu. Muzyczna propozycja Verberis wymaga przede wszystkim atencji i skupienia. Przelotny odsłuch, gdzieś tam w tle czy przy okazji, z pewnością nie przyniesie oczekiwanych przez Nowozelandczyków skutków czyli zainteresowania ich dziełem. Ale gdy poświęcimy tej płycie nasz czas i naszą uwagę, dostrzeżemy bez problemu jakim muzycznym majstersztykiem jest The Apophatic Wilderness. Partie gitar, choć momentami bardzo złożone, pełne dysonansów i nieoczekiwanych rytmów, są przy tym bardzo wciągające i na swój sposób, zwłaszcza przy kolejnych odsłuchach, niemal chwytliwe (Arteris Unto Riun II). O perkusji, jej brzmieniu i swoistym polocie można pisać w samych superlatywach. W połączeniu z basem tworzą niesamowitą rytmiczną plątaninę która jednak jako całość brzmi bardzo spójnie. I choć nieraz pisałem, bo tak jest, że w metalu wolę prostsze, mniej skomplikowane granie, to obok kunsztu Verberis nie mogę przejść obojętnie. Każdy kolejny słuchawkowy odsłuch ujawnia nowe elementy, nowe dźwięki i nowe przestrzenie. Świat Verberis jest momentami przerażający, pełen widm wyłaniających się z chaosu. Kto się nie boi niech kroczy śmiało. Czerń potrafi być piękna.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz