No i mamy kolejny powrocik po kilku ładnych latach przerwy, bo od poprzedniego albumu tej dowodzonej przez Tomasza Radzikowskiego ekipy minęło już 9 lat. Od tej pory zmienił się skład zespołu oraz miejsce jego stacjonowania gdyż Warszawa została zamieniona na Londyn. Zespół stał się międzynarodowy bo wraz z Tomaszem w nagraniach udział wzięli perkusista, będący również producentem płyty Shaun Black, oraz basista Jim Ross. Co znajdziemy na nowym albumie Spirits Way i czy w ogóle warto po niego sięgnąć? Już piszę. Warto zdecydowanie. I wydaje mi się, że większość fanów death metalu będzie zdecydowanie usatysfakcjonowana. Podkreślić należy, że Spirits Way starają nikogo nie kopiować ani naśladować. Słychać, że Tomaszowi zależy aby nie być grupą rekonstrukcyjną i mocno stara się nadać zespołowi własny styl. Oczywiście, w death metalu jest to w 100% niemożliwe, ale korzystając z wielu klasycznych brzmień i rozwiązań znajdziemy na tym materiale również sporo dźwięków które możemy kojarzyć z Spirits Way a nie innymi kapelami. Tak jak wspomniałem, znajdziemy tu oczywiście szereg nawiązań do old schollowych kapel ale Tomasz z ekipą wiedzą w którym roku żyjemy i starają się to muzycznie pokazać. Już pierwszy kawałek, "Body Decomposition Engineering", od pierwszych sekund ładnie rozwala szaloną rytmiką i potężnym, przestrzennym brzmieniem. Z reguły lubię więcej smoły i piwnicy w brzmieniu ale w tym przypadku bardzo mi się podoba to co słyszę. A słyszę, że Tomasz to naprawdę świetny gitarzysta, gra z wyczuciem, bez zbędnego przekombinowania, napierając na słuchacza mocnymi riffami i zgrabnymi solówkami, czasem o niemal heavy metalowym brzmieniu. Czas na słuchaniu albumu mija szybko, bo jak na dosyć wąską death metalową stylistykę to całość jest różnorodna i urozmaicona. Szczególnie dobrze wypada "Paradox of Anger". Super dynamiczny i mroczny kawałek z niesamowitym udziałem Dave'a Suzuki znanego z Vital Remains. Ale to kopie... Także ja Wam Spirits Way szczerze polecam a album kupicie w
TeufelsZeug Records. Słuchać głośno
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz