Przejdź do głównej zawartości

SPIRITS WAY - Attendite a falsis prophetis (2024)

 No i mamy kolejny powrocik po kilku ładnych latach przerwy, bo od poprzedniego albumu tej dowodzonej przez Tomasza Radzikowskiego ekipy minęło już 9 lat. Od tej pory zmienił się skład zespołu oraz miejsce jego stacjonowania gdyż Warszawa została zamieniona na Londyn. Zespół stał się międzynarodowy bo wraz z Tomaszem w nagraniach udział wzięli perkusista, będący również producentem płyty Shaun Black, oraz basista Jim Ross. Co znajdziemy na nowym albumie Spirits Way i czy w ogóle warto po niego sięgnąć? Już piszę. Warto zdecydowanie. I wydaje mi się, że większość fanów death metalu będzie zdecydowanie usatysfakcjonowana. Podkreślić należy, że Spirits Way starają nikogo nie kopiować ani naśladować. Słychać, że Tomaszowi zależy aby nie być grupą rekonstrukcyjną i mocno stara się nadać zespołowi własny styl. Oczywiście, w death metalu jest to w 100% niemożliwe, ale korzystając z wielu klasycznych brzmień i rozwiązań znajdziemy na tym materiale również sporo dźwięków które możemy kojarzyć z Spirits Way a nie innymi kapelami. Tak jak wspomniałem, znajdziemy tu oczywiście szereg nawiązań do old schollowych kapel ale Tomasz z ekipą wiedzą w którym roku żyjemy i starają się to muzycznie pokazać. Już pierwszy kawałek, "Body Decomposition Engineering", od pierwszych sekund ładnie rozwala szaloną rytmiką i potężnym, przestrzennym brzmieniem. Z reguły lubię więcej smoły i piwnicy w brzmieniu ale w tym przypadku bardzo mi się podoba to co słyszę. A słyszę, że Tomasz to naprawdę świetny gitarzysta, gra z wyczuciem, bez zbędnego przekombinowania, napierając na słuchacza mocnymi riffami i zgrabnymi solówkami, czasem o niemal heavy metalowym brzmieniu. Czas na słuchaniu albumu mija szybko, bo jak na dosyć wąską death metalową stylistykę to całość jest różnorodna i urozmaicona. Szczególnie dobrze wypada "Paradox of Anger". Super dynamiczny i mroczny kawałek z niesamowitym udziałem Dave'a Suzuki znanego z Vital Remains. Ale to kopie... Także ja Wam Spirits Way szczerze polecam a album kupicie w
TeufelsZeug Records. Słuchać głośno

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...