Indonezja to wielki, wyspiarski kraj o liczbie ludności sięgającej 280 milionów. Kojarzy nam się generalnie z tego, że mamy takie same barwy flag tylko w odwrotnym położeniu. Ludziom nieco bogatszym kojarzy się z wczasami na Bali a kibicom sportu ze świetnymi badmintonistami oraz wspinaczami sportowymi. W tym zdominowanym przez wyznawców islamu kraju działa również jednak scena metalowa a jednym z jej przedstawicieli jest Amorphous który właśnie wydał debiutancki album a który do tej pory miał na koncie tylko jednego demosa pt. "Immortal". No i co to ten debiucik? Ano całkiem, całkiem wporzo. Wściekły black/death metal proponowany przez indonezyjski duet z pewnością nie jest szczytem geniuszu jeśli chodzi o umiejętność gry, komponowania czy wyrafinowanej atmosfery. Ale jako całość naprawdę nie męczy, nie nudzi a czuć prawdziwą pasję i miłość do metalu. Początek albumu brzmi jak znajome Behemothowe dźwięki ale po chwili zmienia się to w raczej szwedzką kanonadę. Naprawdę sprawne tremola, zmiany tempa i tonacji, dopracowane i przemyślane riffy powodują, że pomimo średniego pierwszego wrażenia, chce się do tego albumu wracać. Przesłuchałem go już 3 razy i ochota na kolejny raz wzrasta z każdym kolejnym odsłuchem. Jest surowo, wściekle i bluźnierczo. Do tego w punkt wokal i czas z The light Perish mija bardzo szybko. Polecam Wam szczerze, odkrywajcie i wspierajcie takich młodych pasjonatów metalu z ,drugiego dla nas, końca świata
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz