Przejdź do głównej zawartości

AMORPHOUS - The Light Perish (2024)

 Indonezja to wielki, wyspiarski kraj o liczbie ludności sięgającej 280 milionów. Kojarzy nam się generalnie z tego, że mamy takie same barwy flag tylko w odwrotnym położeniu. Ludziom nieco bogatszym kojarzy się z wczasami na Bali a kibicom sportu ze świetnymi badmintonistami oraz wspinaczami sportowymi. W tym zdominowanym przez wyznawców islamu kraju działa również jednak scena metalowa a jednym z jej przedstawicieli jest Amorphous który właśnie wydał debiutancki album a który do tej pory miał na koncie tylko jednego demosa pt. "Immortal". No i co to ten debiucik? Ano całkiem, całkiem wporzo. Wściekły black/death metal proponowany przez indonezyjski duet z pewnością nie jest szczytem geniuszu jeśli chodzi o umiejętność gry, komponowania czy wyrafinowanej atmosfery. Ale jako całość naprawdę nie męczy, nie nudzi a czuć prawdziwą pasję i miłość do metalu. Początek albumu brzmi jak znajome Behemothowe dźwięki ale po chwili zmienia się to w raczej szwedzką kanonadę. Naprawdę sprawne tremola, zmiany tempa i tonacji, dopracowane i przemyślane riffy powodują, że pomimo średniego pierwszego wrażenia, chce się do tego albumu wracać. Przesłuchałem go już 3 razy i ochota na kolejny raz wzrasta z każdym kolejnym odsłuchem. Jest surowo, wściekle i bluźnierczo. Do tego w punkt wokal i czas z The light Perish mija bardzo szybko. Polecam Wam szczerze, odkrywajcie i wspierajcie takich młodych pasjonatów metalu z ,drugiego dla nas, końca świata



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...