Mam wrażenie, że ostatnimi czasy słowa takie kultowy czy legendarny są mocno nadużywane, zwłaszcza jeżeli chodzi o kapele z lat 90-tych. Wystarczy czasem wyciągnąć na kasecie ze strychu zapomnianego przez wszystkich demosa czy nawet reha, objawić go światu by ten momentalnie okazał się legendarnym wydawnictwem legendarnego zespołu, podczas w momencie gdy ten materiał wyszedł to nikt się nim nie zainteresował bo był tak kiepski a zamiast podziwu wzbudzał śmiech. Ten wywód zupełnie nie ma jednak zastosowania do Arkony, kapeli absolutnie zasługującej na określenie kultowej a mam wrażenie, że przez lata też nienależycie docenianej. Ponad 30 lat na scenie, wiele świetnych wydawnictw a teraz powracają z naprawdę dobrym albumem Stella Pandora. Tak melodyjnym jak chyba żaden inny album Arkony. Tak świetnie skomponowanym i dopracowanym w każdym szczególe jak żaden poprzedni album Arkony. Tak intrygującym i monumentalnym jak żaden poprzedni album Arkony...Więc czy jest to najlepszy album Arkony? No nie, aż tak to nie. Pewnego klimatu się nie przywróci bo to już nie ten czas i nie ten zespół. I ja też absolutnie nie miałem oczekiwań że dostanę drugie Imperium. Bo po co. A Stella Pandora na dzisiejszy czas jest dla mnie albumem kompletnym. Świetny wokal, raz agresywne a raz niemal melancholijne gitary oraz perkusja która bije z klimatem tam gdzie bić powinna. Klawiszowe pasaże są zaskakująco w sporych ilościach ale być może jeszcze bardziej zaskakującym jest jak świetnie im wyszły. Takie Altaria czy Necropolis naprawdę na długo zostają w głowach, jest tam wiele zapamiętywanych i przejmujących momentów. Do tego naprawdę dobre teksty nawiązujące do legend i mroku świata starożytnego. Nie mam chyba co więcej pisać ani próbować się czegoś czepiać. Arkona (PL) nagrała co chciała i po swojemu. Wyszło zajebiście. Polecam i słucham, słucham.... "Z desek przegniłych ołtarze stawiali by ogień wieczny zapłonął...." Niech płonie jak najdłużej
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz