Mam wrażenie, że ostatnimi czasy słowa takie kultowy czy legendarny są mocno nadużywane, zwłaszcza jeżeli chodzi o kapele z lat 90-tych. Wystarczy czasem wyciągnąć na kasecie ze strychu zapomnianego przez wszystkich demosa czy nawet reha, objawić go światu by ten momentalnie okazał się legendarnym wydawnictwem legendarnego zespołu, podczas w momencie gdy ten materiał wyszedł to nikt się nim nie zainteresował bo był tak kiepski a zamiast podziwu wzbudzał śmiech. Ten wywód zupełnie nie ma jednak zastosowania do Arkony, kapeli absolutnie zasługującej na określenie kultowej a mam wrażenie, że przez lata też nienależycie docenianej. Ponad 30 lat na scenie, wiele świetnych wydawnictw a teraz powracają z naprawdę dobrym albumem Stella Pandora. Tak melodyjnym jak chyba żaden inny album Arkony. Tak świetnie skomponowanym i dopracowanym w każdym szczególe jak żaden poprzedni album Arkony. Tak intrygującym i monumentalnym jak żaden poprzedni album Arkony...Więc czy jest to najlepszy album Arkony? No nie, aż tak to nie. Pewnego klimatu się nie przywróci bo to już nie ten czas i nie ten zespół. I ja też absolutnie nie miałem oczekiwań że dostanę drugie Imperium. Bo po co. A Stella Pandora na dzisiejszy czas jest dla mnie albumem kompletnym. Świetny wokal, raz agresywne a raz niemal melancholijne gitary oraz perkusja która bije z klimatem tam gdzie bić powinna. Klawiszowe pasaże są zaskakująco w sporych ilościach ale być może jeszcze bardziej zaskakującym jest jak świetnie im wyszły. Takie Altaria czy Necropolis naprawdę na długo zostają w głowach, jest tam wiele zapamiętywanych i przejmujących momentów. Do tego naprawdę dobre teksty nawiązujące do legend i mroku świata starożytnego. Nie mam chyba co więcej pisać ani próbować się czegoś czepiać. Arkona (PL) nagrała co chciała i po swojemu. Wyszło zajebiście. Polecam i słucham, słucham.... "Z desek przegniłych ołtarze stawiali by ogień wieczny zapłonął...." Niech płonie jak najdłużej
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz