Przejdź do głównej zawartości

DAVID E. GEHLKE - "OBITUARY, Zastygli w Czasie" (2021,2024)

 Oczywistym jest, że żaden posiadający umiejętność czytania fan death metalu nie powinien przejść obok tej książki obojętnie. Jako że do tej grupy się zaliczam, śmiało sięgnąłem po tą świeżą pozycję wydawnictwa In Rock. Generalnie robiłem to bez obaw gdyż poprzednia książka tegoż autora o wytwórni Noise była bardzo przyjemnie napisana, a tłumaczenie zaprawionego już mocno w boju Jakuba Kozłowskiego gwarantowało brak niepotrzebnego stresu w tym temacie. Samo wydanie to kontynuacja stylu w jakim In Rock wydawał pozycje z ciężkimi brzmieniami. Fajna gruba okładka, z fajną grafiką i do tego papier, może nie najlepszej, ale wystarczającej jakości, zwłaszcza biorąc pod uwagę ceną za jaką dostajemy ponad 400 stronicową lekturę (około 46 zł). A co do treści to po prostu ciężko się do czegoś przyczepić. Fantastyczna podróż w czasie gdy kilku nastolatków zamarzyło mieć kapelę i grać tak ciężko jak tylko się da. Autor potrafi z wyczuciem, skupiając się na głównych bohaterach książki, osadzać jednak przebieg wydarzeń w szerszym kontekście. Sporo dowiemy się o całej florydzkiej scenie, o miejscach i ludziach ją tworzących. O fenomenie Morrissound, o katorżniczej pracy Scotta Burnsa i o tym dlaczego metalowcy lubią koty ( bynajmniej nie jeść:) Świetnie się to czyta, sporo wypowiedzi zainteresowanych nie nudzi ani przez moment i pozwala choć w małej części znaleźć się w Obituarowym świecie. Z jego wzlotami (więcej) i upadkami (mniej). Może trochę zbyt mało dowiemy się o życiu prywatnym ekipy i szczegółów odejścia Watkinsa z kapeli też nie poznamy ale w pełni szanuję postawę braci i Trevora w tym zakresie. Czas z biografią Obitaury leci strasznie szybko i nie obejrzymy się a już cała historia się kończy.... Na szczęście zespół gra dalej, historia się nie skończyła. Ciągle w doskonałej formie o czym świadczy bardzo dobry ostatni album czy doskonały występ podczas ubiegłorocznego Brutal Assault. Oni ciągle to mają. David E. Gehlke i Wydawnictwo In Rock - świetna robota.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...