Przejdź do głównej zawartości

DEAMONOLITH - The Monolithic Cult of Death (2024)

 Niby mamy tu debiutancki album ale tak naprawdę to doświadczeni załoganci jawnie nawiązujący do dziedzictwa warszawskiego Gortal bo przecież nazwa nowej kapeli to równocześnie tytuł ich ostatniego wydawnictwa z 2012 roku. Na dzień dobry postanowili uraczyć nas płytą na zawartość której składa się tylko jeden, ale za to trwający aż ponad 35 minut utwór. Nie jest to łatwe zadanie aby utrzymać takiego kolosa w ryzach, nie zanudzić ale też nie przekombinować aby na siłę zainteresować słuchacza. I powiem Wam, że Deamonolith podołali i machnęli naprawdę konkretny death metalowy album, osadzony w klasyce a jednocześnie bardzo świeży i intrygujący. Po spokojnym wprowadzeniu następuje potężne wejście z nasyconym brzmieniem gitar, jest ciężko i przy tym majestatycznie. Od razu czuć, że cała ekipa w niejednym metalowym piecu ogień rozpalała. Zadziwia ilość pomysłów, zarówno w warstwie kompozycyjnej jak i aranżacyjnej. Pomimo wplecenia składników które ja nie do końca lubię w death metalu jak czyste wokale czy saksofon, to tu wszystko w punkt pasuje i to jeszcze tak naturalnie, że podczas odsłuchu w ogóle nie zastanawiałem się nad celowością użycia takich środków wyrazu. Całość przybiera formę niemal death opery, raz potężnej a raz klimatycznej a za to na pewno nie nudnej. Nie będę się rozpisywał na temat poszczególnych instrumentów czy wokalu, wszyscy tu dokładnie wiedzą co i jak robić i robią to z doskonałym wyczuciem. Ponadto każdy kolejny odsłuch wnosi dla mnie coś nowego i znajduję tylko jeden minus tej płyty. Trwa za krótko. Czas mija szybko i pozostawia niedosyt. Ale pewnie niedosyt jest lepszy od przesytu. W każdym razie czekam na ciąg dalszy. DEAMONOLITH, znakomita robota. I jeszcze słowo o okładce. Kolejna świetna praca Michała Loranca, szacun. A cedeka dostaniecie w Godz Ov War Productions,oraz Ancient Dead braaać!




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...