Może i trudno w to uwierzyć ale Deivos to zespół istniejący już od ponad 25 lat. Lubelska ekipa stała się już więc załogą zaliczaną do weteranów sceny a takim naprawdę nie powinien przytrafić się chu**wy album. I spokojnie, od razu na wstępie rzeknę, iż dali radę i wysoko podniesioną poprzednikiem poprzeczkę utrzymali na swoim miejscu i podnieśli ją wręcz kilka centymetrów wyżej. W wywiadzie dla Codziennik Metalowy stwierdzili, że grają taki death metal jaki sami chcieliby słuchać i ja im wierzę. A najlepiej, że to taki death metal którego chcę słuchać też i ja. I myślę, że większość fanów klasycznego death też chce takiego słuchać. Klasyk bez udziwnień i wypełniaczy. Jest bardzo intensywnie, zwarcie i ciężko. Ten album, w moim odczuciu to powrót do korzeni i znakomitego wyważenia pomiędzy techniką a brutalnością. Tutaj dostaniemy wszystko w idealnie dobranych proporcjach. Chaotyczne pozornie riffy, choć podane w sporych ilościach nie przytłaczają, szalone solówki natomiast gdy już prawie doprowadzają do obłędu odpuszczają we właściwym momencie dając odrobinę oddechu. Ale miejsca na spokojny oddech tu nie ma zbyt wiele. Jak ktoś potrzebuje w death metalu miejsc na wytchnienie i budowanie klimatu to musi szukać innych zespołów. Tu jest konkret łomot i ja to lubię. Deivos nagrali naprawdę świetny, super dopracowany z bardzo konkretnym brzmieniem album. Na dodatek ze zjawiskową okładką Mariusza Lewandowskiego i ciekawą warstwą tekstową. A co to tytułowa Apophenia? Zaglądnijcie do wspomnianego wcześniej wywiadu i wszystko stanie się jasne. Płyta dostępna w SELFMADEGOD RECORDS. Bierzcie i słuchajcie wszyscy. Polecam
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz