Przejdź do głównej zawartości

DEIVOS - Apophenia (2024)

 Może i trudno w to uwierzyć ale Deivos to zespół istniejący już od ponad 25 lat. Lubelska ekipa stała się już więc załogą zaliczaną do weteranów sceny a takim naprawdę nie powinien przytrafić się chu**wy album. I spokojnie, od razu na wstępie rzeknę, iż dali radę i wysoko podniesioną poprzednikiem poprzeczkę utrzymali na swoim miejscu i podnieśli ją wręcz kilka centymetrów wyżej. W wywiadzie dla Codziennik Metalowy stwierdzili, że grają taki death metal jaki sami chcieliby słuchać i ja im wierzę. A najlepiej, że to taki death metal którego chcę słuchać też i ja. I myślę, że większość fanów klasycznego death też chce takiego słuchać. Klasyk bez udziwnień i wypełniaczy. Jest bardzo intensywnie, zwarcie i ciężko. Ten album, w moim odczuciu to powrót do korzeni i znakomitego wyważenia pomiędzy techniką a brutalnością. Tutaj dostaniemy wszystko w idealnie dobranych proporcjach. Chaotyczne pozornie riffy, choć podane w sporych ilościach nie przytłaczają, szalone solówki natomiast gdy już prawie doprowadzają do obłędu odpuszczają we właściwym momencie dając odrobinę oddechu. Ale miejsca na spokojny oddech tu nie ma zbyt wiele. Jak ktoś potrzebuje w death metalu miejsc na wytchnienie i budowanie klimatu to musi szukać innych zespołów. Tu jest konkret łomot i ja to lubię. Deivos nagrali naprawdę świetny, super dopracowany z bardzo konkretnym brzmieniem album. Na dodatek ze zjawiskową okładką Mariusza Lewandowskiego i ciekawą warstwą tekstową. A co to tytułowa Apophenia? Zaglądnijcie do wspomnianego wcześniej wywiadu i wszystko stanie się jasne. Płyta dostępna w SELFMADEGOD RECORDS. Bierzcie i słuchajcie wszyscy. Polecam




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...