Solowe projekty mają tę przewagę w stosunku do wieloosobowych zespołów że nie musisz się liczyć z niczyim zdaniem, nie musisz się umawiać na próby i znosić fochy kumpli z kapeli czy co tam jeszcze. Pykasz sobie to co lubisz, kiedy lubisz i wydajesz kiedy ci się podoba. Bo Adam z Mastectomy tak właśnie robi. Wszystko sam. Sam nagrywa wszystkie instrumenty, sam sobie kawałki składa i sam wydaje. Esencja tego co możemy nazwać muzycznym undergroundem. Adam więc nie ogląda się na nikogo i nie ma zamiaru nikomu swoją muzyką się przypodobać. Młuci brutalny i odpychający death metal czyli taka nisza w niszy. Prędzej oplują niż będą bić brawo. Ale fani takiego np. Mortician powinni być zadowoleni. Bo takie muzyczne zwyrole chętnie po ten album sięgną. Bo Adam choć gra sam to robi to bardzo sprawnie. Jest zdecydowanie bardziej ciekawie niż na poprzednim materiale, ten album jest bardziej dopracowany i słychać rozwój Adama zarówno jako muzyka jak i kompozytora. I naprawdę ładnie to napierdala a gitara w tytułowym kawałku to mistrzostwo. I ja nie mam żadnych złudzeń, autor z pewnością też nie. Ta płyta metalowego świata nie zmieni, internet nie zapłonie z emocji i setek wywiadów też nie będzie. Ale to jest szczere i z pasji a ja zawsze takie projekty będę cenił. Zajebista jest okładka, niestety trafnie wskazująca co rządzi światem. Są utwory po polsku i angielsku. Teksty? Generalnie o różnej skali zwyrolach. Nie rozkminiałbym tu za bardzo i traktował z dużym przymrużeniem oka, choć nie będę ukrywał, że w brutal death metalu wolę jednak język Szekspira ale to całkowicie subiektywna uwaga...Także jak lubicie gdy mole same spierdalają z szafy to podkręćcie głośno nowy album Mastectomy. Efekt gwarantowany. Polecam.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz