Przejdź do głównej zawartości

SEVERE TORTURE - Torn from the Jaws of Death (2024)

 Czy w ogóle jest potrzeba aby takie kapele wracały z pełnym albumem po 14 latach? Po co? I to jeszcze przy obecnym nawale tego typu wydawnictw... Ja takie rozważania od razu nakazuje wsadzić głęboko w najciemniejsze zakamarki odbytu, najlepiej własnego. To jest tak świetna płyta, że nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek miłośnik śmierć sztuki miał tu o cokolwiek kręcić zezgredziałym noskiem. Ale najpierw tak dla przypomnienia. Ta kapela, z kraju który nie wiedzieć czemu nie poddał się na Euro potędze naszej kadry (Holandia), istnieje od 1997 roku i do tej pory na koncie mieli 5 albumów. Ostatni popełnili w 2010 roku i w 2022 dali znać że żyją wypuszczając małą epkę. Teraz wrócili by już po całości chłostać niewiernych i batożyć pozerów. Od pierwszych nut otwierającego album kawałka "The Death of Everything" ja już wiem. Tak to jest to. Potężne jebnięcie, w punkt brzmienie i napierające gitary. Do tego bluźnierczy wokal i już wiem czego będę słuchał przez najbliższe dni. Do tego kompletna sekcja, z naprawdę uderzającym w gary z wielką pasją nowym członkiem zespołu Damienem Karpentierem i niezwykle czującym death metal basistą Patrickiem Boleij. Udało im się świetnie dobrać składniki. Pomimo, że dostajemy bardzo różnorodne, jak na death metal, dźwięki i struktury to ani przez moment nie mamy wrażenia, że ktoś tu przekombinował. Nie, nie i jeszcze raz nie. Tu wszystko pasuje i jest podane w odpowiednich dawkach. Jadowite riffy ze szczyptą melodii i nieziemskiego klimatu jak pod koniec utworu tytułowego. Fantastycznie to wszystko kosi. Bierzcie i słuchajcie. Głośno... Severe Torture - dobra robota, proszę o jeszcze, tylko wcześniej niż za 14 lat...



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...