Czy w ogóle jest potrzeba aby takie kapele wracały z pełnym albumem po 14 latach? Po co? I to jeszcze przy obecnym nawale tego typu wydawnictw... Ja takie rozważania od razu nakazuje wsadzić głęboko w najciemniejsze zakamarki odbytu, najlepiej własnego. To jest tak świetna płyta, że nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek miłośnik śmierć sztuki miał tu o cokolwiek kręcić zezgredziałym noskiem. Ale najpierw tak dla przypomnienia. Ta kapela, z kraju który nie wiedzieć czemu nie poddał się na Euro potędze naszej kadry (Holandia), istnieje od 1997 roku i do tej pory na koncie mieli 5 albumów. Ostatni popełnili w 2010 roku i w 2022 dali znać że żyją wypuszczając małą epkę. Teraz wrócili by już po całości chłostać niewiernych i batożyć pozerów. Od pierwszych nut otwierającego album kawałka "The Death of Everything" ja już wiem. Tak to jest to. Potężne jebnięcie, w punkt brzmienie i napierające gitary. Do tego bluźnierczy wokal i już wiem czego będę słuchał przez najbliższe dni. Do tego kompletna sekcja, z naprawdę uderzającym w gary z wielką pasją nowym członkiem zespołu Damienem Karpentierem i niezwykle czującym death metal basistą Patrickiem Boleij. Udało im się świetnie dobrać składniki. Pomimo, że dostajemy bardzo różnorodne, jak na death metal, dźwięki i struktury to ani przez moment nie mamy wrażenia, że ktoś tu przekombinował. Nie, nie i jeszcze raz nie. Tu wszystko pasuje i jest podane w odpowiednich dawkach. Jadowite riffy ze szczyptą melodii i nieziemskiego klimatu jak pod koniec utworu tytułowego. Fantastycznie to wszystko kosi. Bierzcie i słuchajcie. Głośno... Severe Torture - dobra robota, proszę o jeszcze, tylko wcześniej niż za 14 lat...
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz