Już pobieżny rzut oka na okładkę świadczy, że nowy album ekipy ze stolicy Małopolski będzie kontynuacją, znakomitego zresztą, poprzednika czyli "Nonconform". Na piątym już albumie Wingless postawili bowiem na ewolucję a nie rewolucję. Po klimatycznym wstępie na rozpoczęcie płyty następuje ciężki, zmasowany atak. Wiercące gitary, przytłaczająca perkusja z basem oraz świetny growl nadają niepokojący klimat całości. Słuchać w każdej nucie rozwój kapeli i większą świadomość kompozycyjną. Każda nuta wydaje się być przemyślana ale od czasu do czasu pojawia się odrobina szaleństwa, kiedy to zespół prze do przodu, dorzucając do swojego death/doom metalowego kotła sporo brutalności. Świetnie miażdży "Majesty" ale moim ulubionym utworem na płycie pozostaje "From There it's Always Dark". Różnorodny, raz ciężki, raz szybki i ze zniewalającą rytmiką. To taka wizytówka dzisiejszego WINGLESS. Ja Wam "Ascension" szczerze polecam, bo to najlepsze dzieło Grzegorza Luzara i spółki. Fajnie wyszło.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz