Dzisiaj zapraszam za Atlantyk do Waszyngtonu, lecz nie do miasta będącego stolicą kraju, który będzie uczyniony wielkim, ale do stanu którego największym miastem jest Seattle. Stamtąd pochodzi właśnie ta zacna ekipa o której dzisiaj czyli Caustic Wound. I zaprawdę powiadam Wam. Na pobudzenie zamiast strzelać sobie snusa w dziąsło śmiało można sięgnąć po drugi album Amerykanów. Brutalny death metal z grindowymi naleciałościami i core'owym momentami groovem. Siedzi jak diabli, mieli i niszczy. Na wokalu Clyle znany ze wspominanego przeze mnie Corpus Offal wydaje dźwięki które powodują że chyba trzewia wyłażą mu przez gardło. Ale spokojnie. Grindowego chrumkania brak. Gitary znane z Mortiferum robią kapitalną atmosferę i plują złowrogimi riffami. Kawałki krótkie, lecą jeden za drugim bijąc słuchaczy seriami. Aż do finału gdzie czeka death/grindowy epicki kolos "...Into cold deaf Universe". GENIALNY kawałek z końcowym triumfem prawdziwego armageddonu. Musicie posłuchać tego sami. Ja polecam ale też ostrzegam. Przyjemnie nie jest.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz