Dzisiaj zapraszam za Atlantyk do Waszyngtonu, lecz nie do miasta będącego stolicą kraju, który będzie uczyniony wielkim, ale do stanu którego największym miastem jest Seattle. Stamtąd pochodzi właśnie ta zacna ekipa o której dzisiaj czyli Caustic Wound. I zaprawdę powiadam Wam. Na pobudzenie zamiast strzelać sobie snusa w dziąsło śmiało można sięgnąć po drugi album Amerykanów. Brutalny death metal z grindowymi naleciałościami i core'owym momentami groovem. Siedzi jak diabli, mieli i niszczy. Na wokalu Clyle znany ze wspominanego przeze mnie Corpus Offal wydaje dźwięki które powodują że chyba trzewia wyłażą mu przez gardło. Ale spokojnie. Grindowego chrumkania brak. Gitary znane z Mortiferum robią kapitalną atmosferę i plują złowrogimi riffami. Kawałki krótkie, lecą jeden za drugim bijąc słuchaczy seriami. Aż do finału gdzie czeka death/grindowy epicki kolos "...Into cold deaf Universe". GENIALNY kawałek z końcowym triumfem prawdziwego armageddonu. Musicie posłuchać tego sami. Ja polecam ale też ostrzegam. Przyjemnie nie jest.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz