PISSGRAVE - Malignant Worthlessness (2025)
No i wracam do tego co lubię najbardziej. Totalna dźwiękowa anihilacja i samookaleczenie za pomocą chorej muzy. Trzeci album ekipy z Filadelfii jest przeznaczony tylko dla maniax zaprawionych w takiej muzie. "Nie mamy obowiązku sprawiać by death metal był przyjemny" - to słowa wokalisty Pissgrave. Nie rzuca słów na wiatr. Nie jest przyjemnie. Podejrzewam że większość ludzi na świecie powie że przyjemniejszy jest mix młota pneumatycznego i dentystycznego borowania niż dźwięki produkowane przez Amerykanów. Ja należę do tych którzy chłoną każdą nutę z tej niesamowitej, powstałej w najgłębszej otchłani płyty. A wokal? Sam Mefisto chyba albo inne bydle się tu udziela...Odsłuch na własne ryzyko ale dla mnie kozak płyta.
Komentarze
Prześlij komentarz