No i wracam do tego co lubię najbardziej. Totalna dźwiękowa anihilacja i samookaleczenie za pomocą chorej muzy. Trzeci album ekipy z Filadelfii jest przeznaczony tylko dla maniax zaprawionych w takiej muzie. "Nie mamy obowiązku sprawiać by death metal był przyjemny" - to słowa wokalisty Pissgrave. Nie rzuca słów na wiatr. Nie jest przyjemnie. Podejrzewam że większość ludzi na świecie powie że przyjemniejszy jest mix młota pneumatycznego i dentystycznego borowania niż dźwięki produkowane przez Amerykanów. Ja należę do tych którzy chłoną każdą nutę z tej niesamowitej, powstałej w najgłębszej otchłani płyty. A wokal? Sam Mefisto chyba albo inne bydle się tu udziela...Odsłuch na własne ryzyko ale dla mnie kozak płyta.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz