Urocze melodie, fajny, ciepły melodeath z bardzo przyjemnymi dla ucha wokalami i aranżami....hehehe, taaa kurwa jasne. Proszę państwa oto łomot. Prawdziwie stworzony w piekielnej otchłani gdzie wiedzą że death metal powinien być pozbawiony wymienionych przeze mnie na wstępie elementów. I doskonale o tym wie ekipa z Atlanty która na debiutanckim albumie sieje prawdziwą pożogę. Jest brudno i gęsto. Od pierwszych sekund miażdżą riffem kojarzącym się z Demilich. Potem napięcie nie spada nawet na chwilę. Nawałnica na pełnej ku*wie, pełna dysonansów, blast beatów i zmian tempa. Kulminacja pierwszej części albumu następuje w Disciples Of Vengeance. Zaskakujący początek z dęciaków i potem wolna, piwniczna, obskurna jazda z przerażającym klimatem. Tak jakby Gorguts spotkał się z Immolation. Jest ciężko, chropowato i naprawdę mało przyjemnie. Ci goście doskonale wiedzą jak powinno się grać death metal i trafiają w 100% w mój muzyczny gust. Polecam, obadajcie sami a cedeka dostaniecie u nas w SELFMADEGOD RECORDS.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz