Przejdź do głównej zawartości

RITUAL ASCENSION - Profanation of the Adamic Covenant (2025

 UWAGA! Zaprawdę powiadam Wam. To genialny album. GE-NIAL-NY! Amerykanie na debiutanckim albumie starają się uczynić metal tak mało przyjemnym, całkowicie pozbawionym przyjaznych dźwięków, że już na wstępie spuszczają muzyczny łomot wszystkim nieświadomym. Maksymalnie obskurny i posępny death/doom metal jaki tylko można wymyśleć. Każdy sekunda tej płyty to ohyda i piekielna otchłań. To nie mogło powstać na ziemi... Ritual Ascension to ekipa gości z Aberration którzy w ubiegłym roku wydali znakomity Refracture. Ale tam za mało było im jeszcze plugawości i powołali do życia nowy projekt. Brzmienie z najgłębszych czeluści wiadomo czego. Do tego całkowicie opętany wokal. To nie może być człowiek...Strasznie to wszystko przytłacza i dusi...Do tego jak zwolnią to tak jakby swoją muzą zastępowali największe kafary. Albo wbiją albo miażdżą wszystko na swojej drodze. A rytm wybijają Uruk-Hai. Opór nie ma szans. Nie ma nadziei. Krwawisz ale chcesz jeszcze i jeszcze...Polecam wszystkim co się nie boją wszelkich pochodnych Portal, Disembowelment, Altarage, Desolate Shrine czy innych tam podobnych zwłaszcza australijskich pomiotów...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...