Lubię taką muzę jak rydzyk Bentleye. Ten szczególny moment gdy odpalasz album a tam po krótkim sprzężeniu bańka ochronna pęka i bestia wychodzi na pełnej k..... na wolność. I jest pięknie. I jest wspaniale. Bo dźwięki z debiutanckiego albumu amerykańskiego duetu mają jeden cel. Siać nienawiść. Posłuchajcie co wychodzi gdy hc/thrasher spotka się z grindowcem. Ja Wam powiem. Łomot. Brudny, zamulony old school death metal w ich wykonaniu to prawdziwa chłosta dla niewiernych i cud, miód dla złaknionych porąbanych dźwięków. Uwolniona furia urzeczywistniona w ledwo 26 minutowym albumie i 11 szybkich ciosach. Szlamowe gitary, jaskiniowy wokal i smagający bas. Do tego użyte ze smakiem syntezatory które potrafią podsycić grozę. Ja sobie młócę Kontusion od kilku dni i nudy nie ma. Polecam
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz