Jak goście są z Quebecu w Kanadzie i grają obślizgły death metal to jest nadzieja na wyrafinowaną dźwiękową chłostę. I taaaak jeeest. Od samego początku, od pierwszych pięknie młócących nut, gdy walą z buta w ryj, już wiesz że to jest kolejne cudo z kraju hokeja i klonowego syropu. Lub przeciwnie. Jak nie lubisz to po 10 sekundach wyłączysz i postarasz się zapomnieć. I zrób to bo gwarantuje. Jak nie siądzie od razu to z czasem nie będzie lepiej. Ale ja rozkoszuje się każdą minutą tej sonicznej ohydy. Brudne gitary są tu głównym sprawcą. Poruszające się generalnie w średnim i średnio-szybkim tempie świdrują z niesamowitą precyzją. Czasami mamy prostą brutalność a czasami umiejętnie budowany klimat grozy i apokalipsy. Do tego w punkt brzmienie. Bagniste. Lubię takie. I wszystkim fanom death metalu który nie ma być przyjemny to polecam
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz