MALTHUSIAN - The Summoning Bell (2025)
O ja cie...Ale zbóju miły to jest PRZEKOZACKI album. Na swoim drugim pełnograju irlandzcy wyspiarze nie biorą żadnych jeńców i stworzyli dźwięki które pięknymi mogą nazwać tylko wyznawcy muzycznej ohydy. Zespół wprawdzie wziął nazwę od anglikańskiego księdza Roberta Malthusa ale na szczęście nie serwuje nam kościelnych chorałów. Obślizgły, mulisty i potężny death metal, do tego ponury i mroczny. To ich specjalność. Początek spokojny, trzyminutowe "Isolation" to wprowadzenie do świata w którym zagłada jest nieuchronna. W "Red, Waiting" już litości nie ma. Przepotężne i ciężkie gitary miażdżą każdą komórkę uszu słuchacza. Cudnie opętana perkusja i wokal niczym z głębin kopalni Morii kreują klimat grozy znany choćby z płyt Immolation. Ale prawdziwe szaleństwo to utwór "Amongst the Swarms of Vermin". Najlepsze 15 minut jakie w tym roku słyszałem. Prawdziwa dywizja pancerna nie zostawiająca za sobą nic. Ten utwór może zmienić Waszą psychikę więc uważajcie. Żeby nie było że nie ostrzegałem. Słuchać głośno, polecam gorąco.

Komentarze
Prześlij komentarz