Przejdź do głównej zawartości

CHRIST AGONY - Anthems (2025)

 Gdy dowiedziałem się, że Cezar wraca po niemal 10 latach z Christ Agony to z jednej strony poczułem ekscytację a z drugiej obawy. Skąd one? Ano stąd, że to zespół dla mnie bardzo ale to bardzo ważny. Gdy wyszło "Epitaph of Christ" zakupione przeze mnie zaraz po premierze na kasecie, to od pierwszych dźwięków wszedłem w ten specyficzny mroczny klimat. Nie zapomnę jak podekscytowany tą muzą, szesnastoletni wówczas ja napisałem list do Cezara i dostałem odpowiedź. Byłem wówczas podjarany niesamowicie więc nic dziwnego, że potem chłonąłem każdą sekundę świetnych "Unholyunion", "Daemoonseth" oraz genialnego "Moonlight". Potem bywało różnie, nie wszystkie eksperymenty mi podeszły ale to i tak nie osłabiło mojej miłości do tej kapeli. Tak więc obawy były, czy nazwa Christ Agony nie zostanie rozmieniona na drobne, czy moje oczekiwania zostaną spełnione. I teraz, z całą świadomością, po wielu odsłuchach mogę stwierdzić, że wszystkie obawy były niepotrzebne bo Cezar nagrał album po prostu wybitny. Im dłużej słucham, tym bardziej jestem przekonany, że to najlepsza rzecz od czasów "Moonlight". Jak dla mnie oczywiście. Są naprawdę świetne kompozycje, kapitalne riffy, rytmika i wciągające melodie. I ten mroczny klimat który wielu próbuje osiągnąć a niewielu się udaje. To trzeba czuć, nie da się tak po prostu wziąć i zagrać. Każdy utwór to odrębna historia która doskonale pasuje do całości. Wokal Cezara zadziorny jak dawniej. Gitary czasem chłoszczą a czasem muskają nasze uszy. Te dźwięki mają moc. Ciężko mi wyróżnić jakiś utwór, bo w zależności od tego który akurat leci to jestem gotów uznać go za ten najlepszy. Ale jakbym musiał to chyba "Sanctuary of Death" powoduje największe ciary. Ale reszcie też nic, naprawdę nic nie brakuje. Ave Cezar, Ave Christ Agony. Belial!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę