FRONTSCHWEIN - Faces of War (2025)

 Nazwa zespołu brzmi znajomo? No pewnie, przecież to tytuł bardzo udanego albumu piewców wojny i szatana z Marduk. Również jest to niemieckie określenie które można przetłumaczyć jako świnia frontowa czyli taki odpowiednik naszego mięsa armatniego. Ale od teraz jest to również nazwa naszej rodzimej kapeli która właśnie wydała debiutancki album. I co tam znajdziemy? Ano trzymając się nazwy to bez zaskoczenia. I bardzo się z tego cieszę bo taki black metal to ja lubię. Surowo, bezkompromisowo, bez subtelnego budowania klimatu. Prosty strzał w ryja. Tempo i agresja. Dziki wokal do tego. Odrobina, nie za mało, nie za dużo lecz w sam raz melodii. Wojenne sample trzymające atmosferę trwogi oraz teksty z prawdziwymi wojennymi dramatami. I żeby nie było. Oni nie kopiują Marduka tylko się nim inspirują. To wielka różnica. Czasem rzeczywiście jest trochę jak Marduk, czasem trochę jak Sammath a czasem bardziej po norwesku a czasem po prostu po swojemu. Słucha mi się tego świetnie, czas leci szybciutko i nie ma ani sekundy nudy. "Gnadentod" i zamykający "The Star of Africa" to największe jak dla mnie black hity. Także wszystkim miłośnikom black metalowej dzikości debiut Frontschwein polecam a płytę dostaniecie u niezawodnego Eryka z Old Temple



Komentarze

Popularne posty