Sporo, jak na mnie, było ostatnio black metalu ale wracamy do porządnej death metalowej rzeźni. Tym razem polecam Wam drugi album australijskiej ekipy VILE APPARITION. Z reguły jak coś death metalowego wypełznie z tej krainy kangurów i pająków to jest to muza niszcząca i odpychająca niewiernych. I tak jest również tym razem. "Malignity" to ponad 30 minut brutalnej jazdy, mocno klimatycznie i brzmieniowo osadzonej w latach 90-tych. Gitary od samego początku tną i chłoszczą przy współudziale naprawdę szalonego basu. Zadziwiające jest jak przy tak dusznej i ciasnej muzie otrzymujemy naprawdę sporo przestrzeni. Pomimo naprawdę dużej dawki brutalności jest miejsce na melodię i urozmaicenie kompozycji. Może to sprawiać niezwykle różnorodna gra perkusisty który niekonwencjonalnymi rozwiązaniami naprawdę potrafi momentami zadziwić. Wszystko się ładnie spina i ja Wam mocno ten album polecam. Jak ktoś lubi brutalniejsze oblicze Suffocation to też będzie zadowolony. Chyba.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz