Przejdź do głównej zawartości

Brüdny Skürwiel - Silesian Bastards (2024)

 Śląska banda po ponad dziesięciu latach od założenia kapeli machnęła debiutancki album. Bardzo klimatyczna to muza. Jakże to zapewne zapytają ci co znają ich twórczość. Już wyjaśniam. Bo to świetny klimat do tego aby ubrać wytartą katanę z ulubionymi kapelami, nabazgrolić logo na koszulce, założyć pieszczoche i ruszyć w pogo. Jak wtedy gdy się miało 16 lat i kumpel przyniósł kasetę z Sodom, Destruction czy innym Kreatorem. Machasz piórami czy tam samą łepetyną, rogi w górę i nóżka sama chodzi a palce śmigają po niewidzialnym gryfie. Albo naparzasz po wyimaginowanej perkusji. Taki to jest właśnie klimat. Skurwiele nie udają tylko naparzają jak maniacy dla innych maniaków. Starego dobrego metalu kiedy thrash z black metalem szli razem pod ramię. Silesian Bastards to energia i bluźnierstwo. Płyta szczera, prosta (nie mylić z prostacka!!!) i przede wszystkim świetnie zagrana. Chropowaty wokal idealnie pasuje do całości a perkusja to prawdziwy żywioł. Jest brud w brzmieniu i nie oczekujcie żadnych cukierkowych melodyjek. Natomiast refreny do darcia ryja na koncertach jak najbardziej są. Ja lubię takie granie bo to jak wehikuł czasu. Polecam Brüdny Skürwiel bo to jest po prostu zajebisty METAL. Cedeka dostaniecie w Old Temple.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...