Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji i tego, że będę wychwalał dzieło Roggi Johanssona. Bo u tego gościa to wiadomo, że już dawno poszedł w ilość a nie jakość i z reguły jego albumy można ocenić na jako tako to maks a czasem to nawet na odpier**l. Ale z Putrevore jest inaczej i jest wśród twórczości Roggi jak cuchnące szambo w środku różowego domku dla lalek. Wspaniale ohydny i odpychający większość fanów jego plastikowego, najczęściej, death metalu. Tu jest obleśnie z potężnymi riffami. Duuuuża w tym wszystkim zasługa wokali Dave'a Rottena z Avulsed, zrobił tu kapitalną robotę. Cały album wchodzi mi od pierwszego podejścia i szczerze Wam go polecam. Lubię takie jaskiniowe granie.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz