Przejdź do głównej zawartości

MORTIS DEI - The Bringers Of Death (2025)

 Death metalowy płomień Grzegorz podtrzymuje już prawie 34 lata. Kapelę założył w Bydgoszczy w 1992 roku a w następnym wydał naprawdę porządnego reha. Zmiany składu, przerwy w działalności spowodowały, że "The Bringers Of Death" to dopiero piąty album tej załogi. Ale często nie chodzi przecież o ilość a o jakość. A ta jest naprawdę dobra. I choćbym chciał się do czegoś przywalić to nie mam do czego. Świetnie, z dużymi umiejętnościami i wyczuciem zagrany death metal to miód na moje uszy. Jest dosyć technicznie ale bez porzucenia brutalności która, przynajmniej dla mnie, jest w death metalu bardzo ważna. Naprawdę kozacko wypadają zmiany tempa i nastroju, nagłe, krótkie zwolnienia a potem 3,8 do setki...Raz więcej przestrzeni a raz ciasna piwnica. Nie sposób się z nimi nudzić i to jest sztuka aby zagrać w tak urozmaicony sposób poruszając się jednak w dosyć wąskiej stylistyce. Kwintesencją ich stylu i moim ulubionym kawałkiem jest "Redemption" - mistrzowska kompozycja, prawdziwa perełka. Ale reszta płyty nie ustępuje. Bardzo dobrze to wszystko brzmi, z przyjemnością słucha się pracy gitar okraszonych w punkt wokalami. Mortis Dei dobra robota! Ja taki death metal lubię, szanuję pasję i Wam gorąco polecam



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...