W Australii teraz jest okrutnie gorąco więc nic dziwnego, że na drugim albumie Malignant Aura ciągnie nas do wilgotnej piwnicy. Na dodatek po to żeby zmiażdżyć podstępnie a nie miło schłodzić. Bo doom/death metal w ich wykonaniu to nie jest ten miły i przyjazny spod znaku Peaceville Records. To jest ciężki marsz maszyn kroczących z Imperium Kontratakuje, to jest ohydna woń gównianego bagna i mroczny sen w którym nie możesz oddychać bo betonowy kloc leży na Twoich płucach. Fani Anathemy nie będą zapewne zadowoleni ale jak ktoś łyka dzieła takich intruzów jak Cancer Void, Ritual Ascension, Phenocryst, Mournful Congregation czy Incantation to bierzcie i słuchajcie Malignant Aura śmiało. Potężne gitarowe riffy wsparte posępną sekcją robią niesamowity klimat. Na Antypodach umią takie rzeczy bezbłędnie. Polecam
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz