UWAGA! Ostrzeżenie. Album tylko dla fanów Hellenic Black Metal level Master. Uważam, że słowo legendarny w kontekście muzyki metalowej jest używane dzisiaj zbyt często i uległo dewaluacji. Ale idealnie pasuje jednak do osoby The Magusa znanego również jako Magus Wampyr Daoloth. Współtwórcy niesamowitej Necromantii, pokręconego Diabolos Rising (miałem na kasecie trzy szósteczki), Thou Art Lord, pierwszych płyt Rotting Christ czy z nowszych rzeczy Yoth Iria. Po śmierci Makisa Kanakarisa wydał jeszcze z Necromantią album pożegnalny i zakończył działalność tego zespołu. Szacunek. Teraz tworzy pod własnym mianem i właśnie mamy nową płytę która jak wskazuje tytuł pełna jest mroku, demonów, zaklęć i patosu. Nie każdemu ten rodzaj grania spasuje stąd ostrzeżenie na początku. Ale jak już wejdziesz w ten magiczny świat to ciężko go opuścić. Specyficzny klimat to zawsze była domena greckich kapel. Pełen melodii, okultyzmu i teatru. Nic z tego na Daemonospohia nie brakuje. Czasem szybciej, czasem wolniej, czasem wokalnie agresywnie a czasem spokojniej z kobiecym wsparciem. Dopracowane kompozycje choć z pozoru proste z każdym kolejnym odsłuchem przynoszą nowe wrażenia. Zaskakują czasem wręcz heavy metalowe gitary z atmosferą horroru. Ja ten rodzaj grania łykam bez popity, mam go we krwi odkąd usłyszałem Thy Mighty Contract, więc obiektywizmu u mnie zero. Ale polecam gorąco wszystkim fanom ateńskiego grania.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz