Jeżeli szukacie obiektywnej, dziennikarskiej niemal recenzji nowego albumu Immolation to musicie przestać to czytać i szukać dalej. Bo po pierwsze nie jestem dziennikarzem i nie piszę recenzji tylko własne odczucia z tego co słyszę więc zero we mnie obiektywizmu. Zwłaszcza jeśli chodzi o Immolation. Nie wiem jak bardzo musieliby się postarać żebym opluł ich twórczość. Łykam wszystko co nagrają. Ale ta nowa płyta to jest, o mateńko, cios nad ciosy i chwała ciemności za te bestialskie nuty. Pomimo, że ostatnie dwa albumy były naprawdę świetne (zwłaszcza "Atonement") to tu Ross, Robert i spółka wspinają się na death metalowe wyżyny. Cała masa mięsistych riffów, przepotężny wokal Rossa i w co niektórym ciężko będzie uwierzyć, ale naprawdę niezłe bębnienie Shalaty'ego. Może odrobinę jest mniej niepokojącej atmosfery na rzecz bezpośrednich ciosów. I może to robi, że trochę ten album jest inny od poprzedników. Brzmienie w punkt, masywne, przestrzenne, nie umyka nam żaden dźwięk. Z każdym odsłuchem odkrywam nowy riff, nowy smaczek w tle, ależ się tu dzieje! Już otwierający "These Vengeful Winds" to kwintesencja stylu nowojorczyków. Trochę lęku, trochę grozy a potem unicestwienie. "Adversary" i "Attrition" dołączają do mojej listy "The Best of Immolation" a "Descent" jako całość to chyba najlepsza rzecz jaką nagrali od "Close To a World Below". Ale dla mnie oczywiście, bo jak wspomniałem obiektywizmu u mnie brak. Już się cieszę, że znów sobie ich dzisiaj posłucham...Polecam w zbój. Cudo.
Jeżeli szukacie obiektywnej, dziennikarskiej niemal recenzji nowego albumu Immolation to musicie przestać to czytać i szukać dalej. Bo po pierwsze nie jestem dziennikarzem i nie piszę recenzji tylko własne odczucia z tego co słyszę więc zero we mnie obiektywizmu. Zwłaszcza jeśli chodzi o Immolation. Nie wiem jak bardzo musieliby się postarać żebym opluł ich twórczość. Łykam wszystko co nagrają. Ale ta nowa płyta to jest, o mateńko, cios nad ciosy i chwała ciemności za te bestialskie nuty. Pomimo, że ostatnie dwa albumy były naprawdę świetne (zwłaszcza "Atonement") to tu Ross, Robert i spółka wspinają się na death metalowe wyżyny. Cała masa mięsistych riffów, przepotężny wokal Rossa i w co niektórym ciężko będzie uwierzyć, ale naprawdę niezłe bębnienie Shalaty'ego. Może odrobinę jest mniej niepokojącej atmosfery na rzecz bezpośrednich ciosów. I może to robi, że trochę ten album jest inny od poprzedników. Brzmienie w punkt, masywne, przestrzenne, nie umyka nam żaden dźwięk. Z każdym odsłuchem odkrywam nowy riff, nowy smaczek w tle, ależ się tu dzieje! Już otwierający "These Vengeful Winds" to kwintesencja stylu nowojorczyków. Trochę lęku, trochę grozy a potem unicestwienie. "Adversary" i "Attrition" dołączają do mojej listy "The Best of Immolation" a "Descent" jako całość to chyba najlepsza rzecz jaką nagrali od "Close To a World Below". Ale dla mnie oczywiście, bo jak wspomniałem obiektywizmu u mnie brak. Już się cieszę, że znów sobie ich dzisiaj posłucham...Polecam w zbój. Cudo.

Komentarze
Prześlij komentarz