Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2022

CULT OF EIBON - "Black Flame Dominion"

  Z racji że na zewnątrz coraz chłodniej to myśli krążą wokół cieplutkiej Grecji. A jak Grecja to wiadomo: Unholy Hellenic Black Metal rządzi. Kolejnym jego przedstawicielem który chce Wam polecić to znakomity CULT OF EIBON. To kolejny zespół z Aten i kolejny który mentalnie utknął w pierwszej połowie lat 90-tych. Już pierwsze dźwięki debiutanckiego albumu, wydanego końcem października "Black Flame Dominion" nie zostawiają wątpliwości, jest klasycznie w stylu pierwszych dzieł Rotting Christ i Varathron. Mrok, okultyzm, kopa grekoblackowych riffów okraszonych czasem elementami heavy i hipnotyzujące wręcz melodie. Do tego złowieszcze i charakterystyczne rytmiczne gitary i już. Mamy to. Acha, no i jeszcze dodające niepokojącej atmosfery klawisze. Jak dla mnie? Super. Ale wiadomo, że ja z helleńskiego black metalu łykam wszystko niemalże. Innym niepotrzebne kopie bo można wrzucić sobie oryginał czyli np "Thy Mighy Contract". A jeszcze inni w ogóle nie t...

Recenzja: HYPERDONTIA "Hideous Entity"

  No i znowu to się stało. Znowu na powierzchnię wypełzł doskonały death metalowy twór jakim jest album "Hideous entity". Sprawca tego dzieła zwie się HYPERDONTIA i istnieje po to aby za każdym odsłuchem spuszczać Wam soniczny wpierdol. Ale po kolei. Hyperdontia to duńsko-turecko-polska załoga, do tej pory mająca na koncie dwie epki, jeden pełny album i split. Po wpisaniu nazwy w google wyjaśni się wam jej znaczenie, a wrażliwym na estetykę nie polecam kliknięcia w googlową wyszukiwarkę grafik...bywa obrzydliwie, ale jak ktoś ciekawy to czemu nie... Ale wracając do muzyki. Ależ ona jest świetna. Po raz kolejny w ostatnim okresie, maniacy klasycznego death metalu dostają zajebistą rzecz. Kurewsko dobre, szarpiące, świdrujące gitary z wyraźnymi uderzeniami basu i "florydzkim" wokalem oraz cały wachlarz piekielnych riffów. Jak ich nie wielbić...Brzmienie o totalnie niszczycielskim, uzależniającym wręcz efekcie. Zmiany temp, które przychodzą naturalnie i ...

Recenzja: RUNNING WILD "Blood On Blood"

  Najpierw ostrzeżenie: będzie całkowicie nieobiektywnie i w zasadzie bezkrytycznie. Bo tak niestety podchodzę do Running Wild głównie ze względów sentymentalnych o których kiedyś już napisałem, był to pierwszy metalowy zespół jaki w życiu usłyszałem. Wiadomo, że miał swoje wzloty (dawniej) i upadki (niedawniej). Choć ostatni "Rapid Foray" wcale nie był najgorszy bo kilka świetnych utworów jednak się tam znalazło. Choć wydaje mi się niemożliwe, że to już 5 lat minęło od tej płyty, ale ten czas zapierdala...No ale wróćmy do "Blood On Blood" bo taki nosi tytuł najnowsze dzieło piratów. Oczekiwań, że nagrają drugi "Under Jolly Roger" nie miałem. I nikt nie powinien mieć bo złotą erę piractwa mają dawno za sobą. Nadzieję na uniknięcie gniota typu "Rogues en vogue" natomiast miałem jak najbardziej. I myślę że to w 100% się udało. Bo moim, pamiętajcie jednak że całkowicie nieobiektywnym, zdaniem to najlepsza płyta RW od czasów ich powrotu...

Recenzja: HATE "Rugia"

  HATE od lat zmaga się z zarzutami bycia zbyt podobnymi do Behemoth. Dodam od razu, że w mojej ocenie nie były to zarzuty bezpodstawne. Obecnie zespół wydał właśnie już 12 album i trzeba przyznać, że ekipa Adama starała się jak mogła aby te porównania nie miały tym razem miejsca. Śmiem wręcz twierdzić, że wydana właśnie "Rugia" to najciekawsza płyta Hate od wielu lat. Ostatnie dokonania grupy, choć zawsze świetnie zagrane, były delikatnie mówiąc nudne i odtwórcze. Teraz jest inaczej. Bo "Rugia" od pierwszych dźwięków intryguje. Intryguje klimatem i świetnym, wyważonym połączeniem wpływów death i black metalu. Sekcja rytmiczna osadzona w deathowych kanonach świetnie współgra z bardziej blackową gitarą której brzmienie może momentami kojarzyć się np z Inqusition. Bardzo dobrze pasują do takiego grania pogańskie opowieści. Po raz kolejny zespół eksploruje świat słowiańskich wierzeń i dobrze. Niech ludzie wiedzą, że My również mamy ciekawie pod tym względ...

Recenzja: ZATRATA - "Zatrata"

  Jeśli mam być szczery to po debiutancki album Zatrata sięgnąłem z dużą niepewnością. Gdzieś tam kiedyś przeczytałem, że grają mieszaniną death metalu z jakimś tam crustem a mój zgredziały łeb nie reaguje dobrze na takie mixy. Jakoś tam wolę żeby death metal był death metalem a za tymi wszystkimi szufladkami to trochę nie nadążam. Poza tym, tego cedeka zakupiłem, co mi się praktycznie nie zdarza, całkowicie w ciemno nie słuchając choćby pół utworu. No i teraz najlepsze. Nie żałuję. Niech inni nazywają ich muzę jak chcą, dla mnie to po prostu ekstremalny metal. A jaki, tak jednym słowem? Bezpośredni. Tu nie ma czarów, misternego tkania klimatu, muzycznych czy lirycznych niedomówień. Nie, jest strzał w ryja i kopniak z półobrotu w żebra. Gitary napierdalają tworząc dźwiękowy mur z którego szczytu nakurwia świetna sekcja. Wokal zajebisty, urozmaicony, od growlu przez krzyk do grindowego rzygu. Liryki ojczyste, dosadne. Dobrze, że są we wkładce bo śpiew jest mało, a czasem w ogóle nie...