Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2023

CONJURETH - The Parasitic Chambers (2023)

  To jest drugi album tej pochodzącej z San Diego kapeli a więc ze słonecznej Kalifornii. Na początek mamy utwór "Smothering Psalms" i po krótkim wstępie jak nie jebnie! Królu złoty, kilka pierwszych dźwięków i już wiem. Mój ramolejący, ale wciąż chłonny death metalowych dźwięków mózg będzie zadowolony. I wszyscy co wielbią amerykański śmierć metal z przełomu lat 80/90-tych też będą zadowoleni. To w punkt brzmienie, żywe i nieprzekombinowane, napędzające się riffy strzelające dźwiękami z szybkością karabinowych pocisków, wokal kojarzący się z nieodżałowanym Andy Kainą, chaos, wściekłość, do tego własny pazur. No jak ich nie lubić. Dodać trzeba, że cała załoga wie co robić ze swoimi instrumentami. To po prostu też dobrzy muzycy. Perkusja jest naprawdę potężna, a gitary czasem potrafią takie harce wyczyniać że mogą przyprawić o zawrót głowy. Potrafią też przypierdolić naprawdę nieziemskim rytmem i w tym wszystkim jeszcze znaleźć melodię. I nigdy nie wiesz co się stanie. I na ...

THY DARKENED SHADE - Liber Lvcifer II: Mahapralaya (2023)

  Jest to zespół założony w 1999 roku w Atenach (nie ma drugiego miasta na świecie z tyloma zespołami) przez Semjazę, który do dzisiaj jest główną w nim postacią. Do tej pory na koncie 2 LP, kilka splitów i w bieżącym miesiącu właśnie wyrzucili na powierzchnię 3 album. Album który jest bardzo wymagający. Aby go docenić trzeba mu poświęcić sporo uwagi i czasu. Mamy tu black metal. Ale jest to black metal o wielu twarzach, wielowymiarowy, rytualny, skupiony na mistycznym klimacie. Nie znajdziecie tu piosenek i typowych dla greckiej sceny melodyjnych rozwiązań. Każdy utwór to osobna historia. Pełna praktyk okultystycznych, zaklęć i lucyferiańskiej atmosfery. Złożona z wielu warstw nakładających się na siebie. Gitary są złowrogie, pełne nie typowych dźwięków, pozwalające na wiele interesującemu basowi. Wokale zróżnicowane, opętane, pełne blackowego krzyku, deathowego growlu, śpiewanych inwokacji i okultystycznych rytuałów. Niemal hipnotycznych. Niebezpiecznych. Semjaza z ekipą nagrali ...

SKULLPTURE - A Horrifying Death (EP 2023)

  Skullpture to death metalowa banda z Chile. Istnieją od 2009 roku i od tego czasu na koncie mają 2 pełne albumy, demosa i dwa utwory na kompilacji Evil Never Dies. Aktualnie przybywają z epką, trwającą nieco ponad 20 minut i zawierająca 6 utworów. Po klimatycznym horror wstępie, chilijczycy atakują bezwzględnym, niszczycielskim i (a jakże) old schoolowym metalem. Nie znajdziecie tu powiewu świeżości ale czysty kult dla brutalnego grania z lat 90-tych. Zwłaszcza tego z rejonów Florydy z domieszką kontynentalnej Europy i nutą południowoamerykańskiej ekstremy. Prostota, rytm i koncentracja na brutalnym groove. Do tego świetna perkusja i trafione w punkt, bardzo pasujące mi brzmienie. Bestia znowu wychodzi na powierzchnię. Tym razem imię jego to Skullpture.

OBITUARY - Dying of Everything (2023)

  Gdy kupowałem jedną ze swoich pierwszych kaset licencyjnych jaką było "The End Complete" nie miałem prawa przypuszczać, że 30 lat później ja nadal będę uwielbiał death metal a Obituary nadal będzie nagrywało świetne płyty. A jednak tak jest. Pasja do śmierć sztuki nadal żywa zarówno u mnie jak i u nich...Bo tak bez zbędnego pierdolenia. "Dying of Everything" to zajebista death metalowa płyta. Pewnie, że żadne tam epokowe dzieło. Ale ja takowego w tym przypadku nie oczekuję, epokowe dzieła powstawały ponad 30 lat temu. Teraz ma być po prostu czysta metalowa rozrywka. I jest! Od pierwszych dźwięków. Włączamy otwierający "Barely Alive" i to jest to. Prosty, cięty riff, mieląca w hell-celtic-hammerowej tradycji gitara i ciągle jeszcze zadziorny wokal Tardy'ego. Czego chcieć więcej? Może prawdziwego death metalowego hitu? Jest. "The Wrong Time" wchodzi od razu, temat przewodni jest bardzo nośny i zapamiętywalny. Będzie to koncertowy mus. Dalej ...

KINGDOM - Abusive Worship in the Chamber of Shame

  Mój Lucyferze, to już tyle lat....Czas zapierdala bo płocka banda napierdala w death metal już ze 20 lat. I ciągle robi to zajebiście pozostając nieco w cieniu największych death metalowych nazw tego kraju i bardzo kurwa jego mać niesłusznie. Bo Kingdom wydał właśnie szósty pełny album i ponownie nie zawodzi ani przez moment. Ponownie nagrali album niezwykle spójny, wciągający i obskurny. Uwielbiam u nich ten piwniczny posmak, niemal czuć z muzyki wilgoć i zgniliznę. Już otwarcie to piękne pierdolnięcie. Zaryczany w ojczystym języku "Obelżywy Kult" od razu jasno daje do zrozumienia. Nie ma miękkiej gry. Kingdom nie łagodnieje. Kingdom nie odpuszcza. Kingdom wali w ryj. Szkoda, że tylko jeden kawałek po Polsku bo wychodzi im to przednio. Cały album natomiast trwa 34 minuty i to jest w punkt. Nie mowy o nudzie. Gitary tną gęsto, ładnie sprzęgają, za nimi w świetnym rytmie kroczy bas. Wokal? Dla mnie do takiej muzy idealny. Do czego można się przyjebać? Coś mi brzmienie perku...

DARGOR - Ascend To Infinity (2022)

  Dargor to kapela z Krosna założona przez gitarzystę Michała Kustrę udzielającego się dotychczas w kilku lokalnych kapelach m.in. Krusher. Do tej pory na koncie dwie niezłe epki a teraz przyszedł czas na debiutancki album. Krośnianie poruszają się w stylu który w naszym kraju jest niezbyt popularny bo melodyjny black metal to u nas raczej się nie przyjął w takim stopniu jak w reszcie Europy. Szczerze się przyznam, że i ja również do zespołów z taką łatką podchodzę sceptycznie. Generalnie nudzą mnie te melodyjki oraz nieudolne z reguły czyste zaśpiewy i po max. 5 minutach, robię ziew i wyłączam unikając podobnej muzy przez kilka tygodni. Natomiast, ku mojemu w sumie zdziwieniu, z Dargor jest inaczej. Dargor potrafił mnie zainteresować swoją muzyczną wizją, przyciągnąć nie tylko na 5 minut, ale na zdecydowanie dłuższy czas. Czym to uczynił? Ano niczym innym jak znakomitymi kompozycjami popartymi świetnym warsztatem instrumentalnym. Dargor potrafi stworzyć mocno zapamiętywalne melod...

SATANIC WARMASTER - Aamongandr (2022)

  Prz edostatni dzień roku przyniósł nam prawdziwą petardę jaką jest nowy album Satanic Warmaster. Stojący za tym projektem Lauri Penttila kazał nam czekać 8 długich lat na kolejnego pełniaka. Ale jak już w końcu ukazał światu "Aamongandr" to w mojej ocenie warto było czekać. Warto było bo to jest album, który za ileś tam lat będzie nazywany kultowym. Bo Lauri kompozycyjnie przeszedł samego siebie. Tego LP się kurewsko dobrze słucha a rozmach i ilość przestrzeni czasem porażają. Cały czas Satanic Warmaster serwuje nam black metal którego korzenie sięgają wczesnych lat 90-tych, surowe gitary wzbogacone zimnymi partiami klawiszy. Teraz może z nieco klarowniejszym brzmieniem. Ciągle agresywny wokal, gitarowa nawałnica i te melodyjne pasaże, które wwiercają się w mózg i nie chcą go opuścić. Wystarczy posłuchać "Duke's Ride" albo "Beserk Death" gdzie duża część utworu to prawdziwa black symfonia. Choć trzeba przyznać. Czasem SW niebezpiecznie zbliżają się g...