Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2021

SARMAT - "RS-28"

Łooo Panie najsłodszy, co tu się odjebało, no ale po kolei...    Sarmat mianowicie nie bierze jeńców. Sarmat nie zna litości. Ale to nic dziwnego skoro nazwa kapeli wraz z tytułem albumu oznacza rosyjski międzykontynentalny pocisk balistyczny. I tyle zostaje w głowie po odsłuchu tego albumu co po jebnięciu tegoż pocisku, totalny rozpierdol. No a tak żeby sensowniej to wspomnę iż "RS-28" to debiutancki CD polskiej kapeli Sarmat. Debiutancki ale nie przez debiutantów stworzony, ta ekipa z niejednego metalowego kotła już czerpała. Mamy tu intensywną i wybuchową mieszankę death i black metalu, bazującą na klasycznych brzmieniach ale podanych w dosyć nowoczesny sposób. Przy czym nowoczesny nie w sensie, że trzeba w nazwie stylu zespołu umieszczać jakieś post, core czy inne tam mądre słowa. Nowoczesny w takim sensie że zachowując szacunek do klasycznych kanonów gatunku zespół wie że żyje i nagrywa w 2021 roku. Album otwiera potężny cios "Coldgrinder", ależ to...

DESULTORY - Into Eternity

  Szwedzizna, ale porządna. W 1993 roku Metal Blade wydaje debiutancki LP obiecującej kapeli ze Sztokholmu o nazwie DESULTORY. Album "Into Eternity" nabyłem na kasecie i co tu dużo się rozpisywać, jeżeli chodzi o ten rodzaj death metalu to był on w mojej prywatnej czołówce. Może dlatego, że pomimo, iż nagrany w Sunlight Studio nie brzmiał do końca jak inne zespoły hurtowo produkowane wtedy przez Tomasa Skorsberga. Mamy tu dosyć ciekawą mieszankę brzmienia sztokholmskiego z tym co prezentowały wówczas kapele z Goeteborga. Mi takie granie siadło. Sporo melodii ale takich które nie pozbawiają zespół agresji i tej właśnie sztokholmskiej drapieżności, sporo thrashowych riffów i do tego sprawne umiejętności muzyków...Tak, to naprawdę dobre jest. Potem Desultory nagrywa jeszcze jeden niezły album "Bitterness" i zatraca się zmieniając styl na niesłuchalny...W 1996 roku nagrywają gniota "Swallow the snake" i szczęśliwie się rozwiązują. Wracają w 2010 r...

DEVILYN

  Kilka dni temu pisałem o Schismatic, dzisiaj chciałem Wam przypomnieć o następnym reprezentancie mojego miasta a mianowicie DEVILYN. Założony na początku lat 90-tych przez Nowego i Bonia jako CEREBRAL CONCUSSION szybko stali się znanym w mieście bandem. Widziałem ich na żywo na początku działalności i już wtedy widać było, że przyszłość przed nimi. Potwierdziło to wydane w 1994 roku demo "The Rule". Nagrane i wydane profesjonalnie otworzyło drogę do kontraktu z francuską Listenable Records. Ta sugeruje zmianę nazwy na łatwiejszą i już pod szyldem DEVILYN wychodzi debiutancka płyta "Anger". Mi osobiście bardzo się wtedy podobała, mało tego, podoba się i dzisiaj. Brutalny, gęsty death metal mile chłoszcze uszy. Słychać nietuzinkowe umiejętności młodego w sumie zespołu, a wokal Nowego wgniata w podłogę. Może troszkę brakuje jakości w produkcji ale naprawdę nie jest źle. Następny album to nagrany w 1998 roku "Reborn in Pain". Jest coraz lepiej....

SUPURATION - THE CUBE

  Pamiętam jak w pierwszej połowie lat 90-tych miałem przegraną od kumpla kasetę jakiejś francuskiej, intrygująco brzmiącej, kapeli. Na długo potem o niej zapomniałem i jeżeli też o niej zapomnieliście, albo nie mieliście w ogóle styczności z tą kapelą to chciałem wam dzisiaj o tym albumie krótko opowiedzieć. Chodzi mi o wydany w 1993 roku album "The Cube" grupy SUPURATION w której to prym wiodą bracia Loez. Jak na ten czas był to album nietuzinkowy. Jego fundamentem był death metal, ale to tylko punkt wyjściowy. Mamy tu pełen wachlarz wpływów które choć pozornie nie powinny, to jednak do siebie pasowały. Growling przeplata się z czystymi wokalami, agresja tłumiona jest melodiami, pełno jest gitarowych harmonii i wstawek godnych np. Voivod. Są momenty przypominające bardziej progresywne oblicze Messiah czy fragmenty wczesnego ducha Pyogenesis a do tego doom metalowe wkręty. Album jest gęsty i jednocześnie, paradoks, mroczny i jasny, z klimatami sci-fi...W sumie ...

BATHORY - BLOOD ON ICE

  Kilka dni temu obchodzliśmy 17 już rocznicę śmierci legendy metalu czyli Quorthona Setha, twórcy wielkiego BATHORY. Nie można lepiej uczcić pamięci zmarłego muzyka niż kolejny raz, z emocjami, posłuchać jego twórczości. Bathory uwielbiam już ponad 30 lat i to obydwa jego wcielenia. I to wczesne, pierwotne, wściekłe oraz to epickie, pełne wzniosłości i legend z północy. Wszystko miałem na pirackich jeszcze wtedy kasetach i zupełnie bez umiaru zasłuchiwałem się w "Hammerheart", "Blood fire death" czy niepowtarzalnej jedynce...Gdy w 1996 roku wychodziło "Blood On Ice" postanowiłem szarpnąć się na CD. Nie muszę mówić, że wtedy to było sporo kasy, zwłaszcza dla biednego studenta. Ale ten album okazał się przecież być warty każdej złotówki i do dzisiaj, wiem że to bardzo mocno niepopularny wybór, pozostaje moim ulubionym do którego wracam najczęściej. Jest to w ogóle album ze ścisłego mojego topu wszechczasów i wciąż jestem pod wrażeniem atmosfe...

WINTER ETERNAL - LAND OF DARKNESS

  Na początek tygodnia proponuję Wam nowy album black metalowego projektu WINTER ETERNAL o niewyszukanym tytule "Land of Darkness". Za projektem tym stoi pochodzący z Aten Stelios Makris któremu chyba w rodzinnym mieście było za gorąco i przeniósł się kilka lat temu do Szkocji. Jak by nie patrzeć to nowe miejsce zamieszkania zdecydowanie bardziej pasuje klimatem do tego co prezentuje Winter Eternal. W tym przypadku bowiem nie mamy do czynienia z typowym hellenic black metalem, Stelios Makris zdecydowanie tęsknym wzrokiem spogląda ku północnym krainom i do swojego południowego temperamentu dodaje sporą dawkę mrozu. A tak konkretnie mówiąc mamy tu black metal w starym stylu, jest sporo melodii, są tremola i blasty, jest pogańska atmosfera i tak nie doszukując się szczegółów po prostu dobrze się tego słucha. Album jest dosyć urozmaicony, trwa ledwo ponad 30 minut, także o znużeniu nie ma mowy.Ja więc tenże albumik Wam polecam, może komuś pyknie. #recenzja #greek ...

SCHISMATIC - CIRCLE OF EVOLUTION

    A dzisiaj chciałem Wam przypomnieć o kapeli z mojego lokalnego podwórka a mianowicie SCHISMATIC i ich albumie z 1993 roku "Circle of evolution". Pierwotnie była tylko kaseta a na CD wskrzesił ten materiał Leszek z Thrashing Madness bodajże w ubiegłym roku. Co tu gadać, na początku lat 90-tych Schismatic byli naszą lokalną gwiazdą składającą się z gości udzielających się wcześniej m.in. w Tarland czy Hackerman. Parokrotnie widziałem ich wtedy na żywo i od samego niemalże ich początku miałem wrażenie, że wiedzą co robić ze swoimi instrumentami. Bez dwóch zdań, głównodowodzący kapelą "Wieloryb" miał pojęcie o gitarze nie małe. Gdy w 1993 roku dochodzi do oficjalnego wydania kasety "Circle of evolution" rozpierała nas duma, że mamy u siebie taką kapelę. Death metal zaproponowany przez zespół był na wysokim poziomie, było to świetnie zagrane choć może nie do końca dobrze zrealizowane. Na garach zagrał cieszący się popularnością Gerard Niemczyk znany wówczas...