Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2022

Rok 2022 na RG Heavy World

 Witajcie! Zapraszam na małą retrospekcję tego o czym pisałem w tym roku. Przypomnę w tym poście albumy które zrobiły na mnie największe wrażenie i do których zapewne będę wracał najczęściej. A było tego sporo, bo dla metalu, muzycznie to był świetny rok. Choć i tak pewnie zapamiętamy go głównie jako rok śmierci legendy jaką był Roman.... No to lecimy. Wybór oczywiście całkowicie subiektywny...  ABYSSUS -  "Death Revival" o którym pisałem tak: "...Abyssus nie udaje nic, żadnych prób odkrywania własnej muzycznej drogi. Odtwarzają to co kochają, ale robią to w sposób doskonały. Mieszanka Obituary z Grave, Asphyx, Possesed czy co tam jeszcze usłyszycie to brzmienie mojej młodości. I może przemawia przeze mnie sentyment ale "Death Revival" w opór mi się podoba i szczerze Wam polecam..." HEGEROTH - "Sacra Doctrina" - "... W moim odczuciu zespół ten cechuje rozwój z płyty na płytę. I właśnie ten rozwój dokładnie słychać na "Sacra Doctrina...

Misþyrming - Með Hamri

  Zjawisko pod nazwą Misþyrming jakoś do tej pory mnie skutecznie omijało. To znaczy w takim sensie, że znałem tych Islandczyków, posłuchałem, stwierdzałem, że niezłe i raczej już nie do nich nie wracałem. No i świeżutki, ich trzeci album pt. Með Hamri ma dużą szansę to zmienić. Bo tym razem Misþyrming trafił do mojego czarnego serca. Bo choć ten islandzki black metalowy sznyt do tej pory jakoś nie do końca mi pasował to teraz ten album mnie zachwycił i porwał w otchłań. To album jednocześnie bardzo mroczny a przy tym energetyczny. Wypełniony atmosferą nieprzeniknionej ciemności gdzie najmniejszy promień światła gaśnie w nanosekundzie. Album to wielopłaszczyznowy i różnorodny. Ale bez przesady. Nie nazwiemy go (tfu!) post black metalem czy jakimś tam innym progressive. To jest najprawdziwszy album black metalowy. Pełen odniesień do mistrzów ciemności z początku lat 90-tych ale naznaczony wieloma rozwiązaniami charakterystycznych dla tej islandzkiej, dzikiej bandy. Klawisze brzmią n...

recenzja FAUST - Cisza po Tobie (2022)

  Zastanawiałem się jaką drogą pójdzie Faust po doskonałym albumie "Wspólnota Brudnych Sumień". Albumie pełnym znakomitej muzyki i tekstów rozliczających kościół z popełnianych grzechów i zbrodni. Czy będzie kontynuował to co się sprawdziło, czy zacznie szukać nowych brzmień. I myślę, że mamy wersję pośrednią. Słychać, że jest to Faust, ale Faust nie nagrywa dwóch takich samych albumów. Więc mamy tu szereg nowych brzmień i rozwiązań. Bo mamy fragmenty wręcz folkowe czy inspirowane muzyką etniczną. Już wstęp porusza. I niepokoi. Dźwięki intrygują, instrumenty nas wolno prowadzą do przodu wydobywając z siebie brzmienia to kojarzące się z muzyką słowiańską a to z nawet z klimatem Maghrebu. I na koniec słowa "A jeśli umrę...." Uff, już wiemy. Faust nie zrobi rewolty i nie zaprezentuje nam albumu miłego, łatwego i przyjemnego. Nic z tych rzeczy. Teksty choć mniej jednoznaczne niż na poprzednim albumie są znakomite. Ukierunkowują ale zostawiają przy tym sporo miejsca na w...

recenzja GAROTA - Czarne wizje (2022)

      Garota to broń znana od starożytności mająca na celu szybkie uduszenie ofiary. Używana przez wszelkiej maści społeczne męty, zabójców i mafiosów. Niebezpieczna rzecz przed którą ciężko się obronić. Ciężko też obronić się przed muzyczną odmianą Garoty za którą stoją dumni reprezentanci Szczecina. Bo ta muza wżera się agresywnie w mózg słuchacza i sieje tam spustoszenie. Załoga ta nie prezentuje nic odkrywczego. Porusza się w kręgu który od jakiegoś czasu przeżywa prawdziwy renesans. Połączenie wściekłego black metalu z wściekłym thrashem to zestaw który aktualnie obfituje w liczne i bardzo dobre wydawnictwa. Czy jest miejsce i potrzeba na kolejne? Moim zdaniem tak, jeżeli trzymają poziom jaki prezentują "Czarne Wizje". Tak, dopóki słuchać szczerość i fascynację tamtymi dźwiękami. Tak, jeżeli do tego muzycy wiedzą co robić ze swoimi instrumentami i potrafią przenieść emocje z płyty na żywca. Garota nie stara się tworzyć klimatu i atmosfery, wyprowadza cios za cio...

WITCHMASTER - Kaźń (2022)

  No długo kazał czekać Witchmaster na nowy, pełny album. Dobre 8 lat minęło od Antichristus Ex Utero a ciszę przerwał jedynie split z Voidhanger, od którego to minęło już też w sumie 5 lat. No ale nie ma co marudzić bo oto mamy "Kaźń", a zwłaszcza nie ma co marudzić bo to kawał świetnego metalu. Od razu powiem, dużo lepszego, jak dla mnie, niż na poprzedniej płycie. Może się mylę, ale miałem wrażenie, że była ona nieco "grzeczniejsza" i bardziej "okiełznana". Teraz mi się wszystko zgadza. Bo Witchmaster serwuje nam krwawą chłostę, pompuje nam przez uszy hektolitry jadu i nie bardzo chce okazać przy tym choć odrobinę litości. Perkusja z basem napędzają tą płytę. Dokładamy do tego pięknie zapierdalającą gitarę, bezlitosny wokal i mamy kolejny świetny LP w 2022 roku. Ten wściekły black/thrash ma odpowiednie dla mnie proporcje i składniki. Jest trochę chamsko, ździebko prymitywnie, dosyć bluźniersko, w chuj agresywnie, bez liku wulgarnie oraz 100% metalowo i...

recenzja SEPULCRE - Cursed Ways of Sheol (EP, 2022)

Plugawe. To jest pierwsze słowo jakie przychodzi mi do głowy po wysłuchaniu debiutanckiej epki francuskiej Sepulcre. Plugawe i chore. I zajebiste. Ale dla tych co pierwszy raz stykają się z tą nazwą. Zespół wprawdzie debiutuje oficjalnym wydawnictwem ale to żadni debiutanci na scenie tylko stare metalowe wygi. Kapela powstała na gruzach projektu Demonic Oath K. Desecratora, znanego m.in. z Venefixion i dołączenia niedawno do Destroyer 666. Z nim udzielają się zawodnicy których możecie kojarzyć ze Skelethal, Cadaveric Fumes i do tego wokalista Venefixion, tu dręczący struny basowe. Pod szyldem Sepulcre do tej pory na koncie był tylko demos. I teraz atakują dwudziestotrzyminutową epką. Jak napisałem na wstępie. Chorą i plugawą. Uwielbiam taki rodzaj death metalu. Z produkcją czarną jak smoła. Z dźwiękami surowymi, niemal prymitywnymi a jednocześnie mrocznymi i potężnymi. Z niesamowitą dynamiką i riffową obsesją. Jest brutalnie, piekielnie i ciemno bez najmniejszego promienia światła. W...

recenzja CANDLEMASS - Sweet evil sun (2022)

Pamiętam dosyć dobrze moje pierwsze spotkanie z tym zespołem. To był jakoś pewnie 1991 rok i piracka kaseta MG z albumem "Ancient Dreams" z 1988 roku. Pierwszy z Messiahem Marcolinem. Cóż to było za zdziwienie. To w metalu można śpiewać niczym w operze? Taki wokal do ciężkiej muzyki? Dzisiaj wiem, że tak można ale wtedy byłem mocno zaskoczony. Poznałem szybko debiut (byłem znowu zdziwiony, tym razem, że śpiewa ktoś inny) oraz Tales of Creation (oba znakomite). I już wiedziałem. Candlemass to magia, to muzyczne zjawisko. Kochaj albo rzuć. Później było różnie, bo różnej jakości były albumy Candlemass. Do tych wymienionych wcześniej wymienionych, moim zdaniem nie zbliżyli się już nigdy. Ani jeszcze z Messiahem ani z zastępującym go potem Robertem Lowe, choć Death Magic Doom było całkiem niezłe. Gdy w 2018 roku ogłoszono powrót do zespołu śpiewającego na debiucie Johana Langquista serce zabiło mocniej. Ale The Door to Doom jak dla mnie był całkiem przeciętnym albumem. Niewiele z ...